Polacy sami się eliminują – rozmowa z europosłanką Sidonią Jędrzejewską

Polacy sami się eliminują – rozmowa z europosłanką Sidonią Jędrzejewską
post20120120

GazetaPraca.pl – 2012-01-27

Rozmowa z europosłanką Sidonią Jędzrzejewską, o tym, jak dać sobie szansę na karierę w unijnej służbie publicznej.

Sidonia Jędrzejewska
Urzędnik państwowy, w latach 2008–2009 podsekretarz stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, od 2009 roku posłanka do Parlamentu Europejskiego.

Violetta Rymszewicz: – Plany konkursów do instytucji unijnych na rok 2012 i 2013 są dość niepokojące. Czy Instytucje przestają rekrutować?

Sidonia Jędrzejewska: – Nie, skąd. Raczej – chwilowo ograniczają rekrutację.

 

Czy znamy powód?

Owszem. Instytucje znalazły się w dość nietypowej sytuacji. Jesteśmy świadkami wymiany pokoleniowej wśród pracowników. W ciągu najbliższych 2, 3 lat nasili się fala odejść na emeryturę roczników urodzonych w latach 50-tych ubiegłego wieku.

Instytucje ograniczają rekrutację, bo doprowadzą do tworzenia list rezerwowych, które będą do wykorzystania dopiero za 2 lub 3 lata. A to oznacza marnowanie zasobów.

 

Poza tym aktualność tych list dość szybko się kończy … 

Jeśli szuka się kandydata na średni szczebel zarządzania i liczy się na to, że ta osoba będzie czekała trzy lata na zatrudnienie, to jest to nieporozumienie.

Od 2006 roku konkursów dla Polaków, na stanowiska powyżej AD5, było bardzo mało. Czy sytuacja się zmieni?

Wakatów na stanowiska średniego szczebla brakuje. Są obsadzone przez urzędników planujących emerytury. Już wkrótce, z całą pewnością pojawi, się szansa na zatrudnienie dla osób planujących pracę w instytucjach unijnych.

Problem rekrutacji na nieobsadzone stanowiska można rozwiązać na dwa sposoby. Można przecież rozpisać rekrutację zewnętrzną lub poszukać pracowników wewnątrz struktur. Który model zostanie wybrany? Czego można się spodziewać?

Myślę, że będzie to model mieszany. Nieistotne jest, czy będzie to rekrutacja wewnętrzna czy zewnętrzna. Zmiana, która nadchodzi, jest ogromną szansą dla Polaków.

To bardzo optymistyczne, mamy jednak kryzys zadłużeniowy w strefie euro.

Problem jest wyraźnie widoczny podczas planowania budżetu. Państwa członkowskie zaczynają postrzegać składkę do budżetu Unii jako coraz większe obciążenie, dążą więc do jej zmniejszenia.

Promując oszczędzanie przez ograniczenie stanowisk urzędniczych?

Administracja unijna od zawsze była atrakcyjnym celem ataków. „Zwolnijmy urzędników.” „Urzędnicy będą dłużej pracować.” „Urzędnicy powinni mniej zarabiać.” To są postulaty, przy których łatwo o aplauz. To jest populizm i bardzo niebezpieczne działanie. Nie wolno dopuścić do sytuacji, w której administracja unijna będzie pierwszą ofiarą kryzysu i oszczędzania.

Istnieje takie niebezpieczeństwo?

Oczywiście. Decyzje już zapadły.

Proszę o szczegóły.

Najważniejsze zmiany to: wydłużenie godzin pracy, ograniczenie zatrudnienia urzędników mianowanych na rzecz umów krótkich oraz zmniejszenie o 5% całej administracji unijnej.

Jak należy rozumieć to pięcioprocentowe ograniczenie?

Na przykład: w tym roku Komisja Europejska i mniejsze instytucje nie zatrudniają nowych pracowników, ograniczając się tylko do uzupełniania wakatów.

Dlaczego w takim razie, pomimo wszystko, pojawiają się nowe konkursy?

Nadal poszukiwani są kandydaci o specjalnych, niszowych umiejętnościach i doświadczeniu. Pojawiają się przecież wakaty po pracownikach, którzy odchodzą na wcześniejszą emeryturę. Jednak jaka jest skala tych odejść i ile miejsc pracy się pojawi, póki co – nie wiadomo. Ogólnych konkursów, z zakresu administracji publicznej, jest wyraźnie mniej.

Kandydaci z Polski muszą również pamiętać, że zakończenie sukcesem konkursu EPSO nie gwarantuje pracy.

Niestety tak. Zadaniem EPSO jest selekcja, a nie rekrutacja pracowników. W instytucjach nie istnieje centralna jednostka odpowiedzialna za zatrudnianie. Do pracy przyjmują poszczególne dyrekcje i tam trzeba szukać wakatów i zabiegać o ostateczną rozmowę kwalifikacyjną.

Może stąd tylu sfrustrowanych laureatów na listach rezerwowych EPSO? Co można tym osobom doradzić? Jak mają szukać pracy w instytucjach?

Pierwsza strategia to wysyłanie CV tylko do dyrekcji, w których praca najbardziej nas interesuje. Ten sposób wymaga jednak starannego przygotowania. Trzeba sprawdzić, czym zajmuje się dyrekcja, ustalić osobę odpowiedzialną za rekrutacje, wreszcie przygotować maila z autoreklamą.

Druga strategia to wysyłanie jak największej liczby standardowych aplikacji do różnych dyrekcji.

 

Nawet jeśli profil dyrekcji nam nie odpowiada? Przecież może zdarzyć się, że dostaniemy pracę, której nie da się polubić.

Dla wielu Polaków sam fakt zdobycia posady jest najważniejszy. Decydują się nawet na pracę poniżej swoich kwalifikacji i umiejętności. Są przekonani, że najważniejsze to zacząć i że można przecież awansować.

I wpadają w pułapkę?

Często tak. Szybko następuje przykra konstatacja, że możliwości awansu nie ma lub jest bardzo ograniczona. Trzeba też pamiętać, że przejście ze stanowiska niesamodzielnego na samodzielne jest bardzo trudne, czasami wręcz niemożliwe.

Zawsze pozostaje jeszcze możliwość przejścia kolejnego konkursu.

Rzeczywiście. Tylko, że to nie jest tak, że jeśli prawniczka przepracuje 6 czy 7 lat na stanowisku sekretarki, to po tym czasie z łatwością wróci do zawodu. Lata na stanowisku poniżej kwalifikacji może uznać za stracone dla swojej kariery.

Z tego co Pani mówi wynika, że Polacy sami się ograniczają?

Przede wszystkim przez brak wiary w siebie na starcie i niedowierzanie, że można zacząć pracować w unijnej służbie cywilnej tak po prostu, „z ulicy”.

Pamiętam pierwszy konkurs dla Polaków w 2003 roku. Zgłosiło się wtedy 32 tysiące osób. Na testy przyjechało zaledwie 8 tysięcy. Hala egzaminacyjna była pusta. Kandydaci sami siebie wyeliminowali. Przyczyną było zwykłe niedowierzanie, że można zdać egzaminy i dostać pracę bez znajomości.

Czy mamy jeszcze inne słabości?

O tak. Dwie. Pierwsza z nich to absolutna nieumiejętność pisania tekstów. Dobrym przykładem jest niska jakość listów motywacyjnych i maili. Przecież efektem pracy większości urzędników są właśnie teksty pisane i przyszły urzędnik musi być na to gotowy. A poziom umiejętności pisania u kandydatów z Polski jest katastrofalny, nawet po polsku.

A druga słabość?

Czy wie pani, że można w Polsce przez całe lata planować karierę w instytucjach, skończyć europeistykę i nie nauczyć się języka francuskiego? Jest mi żal takich osób, dlatego że przekreślają swoje szanse na karierę w instytucjach. Na etapie konkursu może się wydawać, że znajomość francuskiego jest niepotrzebna i że sam angielski wystarcza. Problem pojawi się jednak później, podczas ostatecznych rozmów kwalifikacyjnych. Znajomość francuskiego zdecyduje o tym, czy kandydat dostanie pracę.

Co decyduje o tym, że odnosimy sukces w pracy za granicą?

Ambicja i przestrzeganie prawa Darwina. Sukces odniesie nie ten, kto jest najinteligentniejszy albo najpiękniejszy, tylko ten, kto umie dostosować się do zmieniającego się otoczenia.

Ten, kto jest elastyczny?

Nie, elastyczność jest dwuznaczna. Chodzi raczej o odporność i łatwość zaadaptowania się do nowych warunków. A najpoważniejszym wyzwaniem jest umiejętność radzenia sobie z szokiem kulturowym.

Są osoby, dla których adaptacja do nowej kultury jest jak przechodzenie przez ciężką chorobę.

Sama przez to przeszłam. Najsilniej, kiedy mieszkałam w Szwecji. Miałam wtedy głęboką fazę szoku kulturowego. Więcej tego błędu nie powtórzę (śmiech).

A można to zaplanować? Wydaje mi się, że szok kulturowy pozostaje poza kontrolą.

Nieprawda. Wszystkie słabości możemy mieć pod kontrolą. Nawet jąkanie się można opanować. Trzeba tylko nad sobą pracować.