Dyskretny urok merytokracji.

Dyskretny urok merytokracji.

rymszewicz.NaTemat.pl – 2012-05-09

Termin „merytokracja” stworzył brytyjski polityk i socjolog Michael Young. W 1958 roku opublikował „The Rise of Meritocracy” – wizję Wielkiej Brytanii pod rządami świetnie wykształconych super-specjalistów, stawiających ponad inne wartości inteligencję i przygotowanie merytoryczne(*). Idea merytokracji zmieniła współczesną Europę i podejście do edukacji. Zrewolucjonizowała rynek pracy, doprowadziła do „umów śmieciowych” w Polsce i ruchów oburzonych na świecie.

Z upływem czasu termin merytokracja zaczął pojawiać się jako określenie systemu społecznego, w którym dobrobyt i wysoką pozycję społeczną osiąga się dzięki odpowiedniemu wykształceniu, inteligencji i kompetencjom. W systemie merytokratycznym ogromne znaczenie mają świadectwa i certyfikaty odpowiednich, prestiżowych uczelni. Są traktowane jak obiektywne dowody osiągania sukcesu. Kompetencje i inteligencję mierzy się za pomocą testów, np. wykorzystywanych w szkołach lub podczas rekrutacji. System merytokratyczny starannie selekcjonuje kandydatów do awansu społecznego, kryteria przydatności to odpowiednio prestiżowe wykształcenie, poziom inteligencji, wiedzy i kompetencji.

Merytokracja upowszechniła przekonanie, że poprzez edukację można poprawić przystosowanie społeczne, zmniejszyć różnice i ograniczyć obszary biedy. I chociaż te ostatnie tezy nie do końca znalazły potwierdzenie w praktyce, nowa idea i tak odcisnęła potężne piętno na całej powojennej rzeczywistości zachodniego świata.

Urynkowienie wykształcenia doprowadziło do czysto finansowej selekcji przy dostępie do najlepszych uczelni na świecie. Wysokie opłaty za studia tłumaczy się hipotetyczną szansą uzyskania pracy po ich ukończeniu.

Idea merytokracji zakłada, że wysoka pozycja społeczna zależy od odpowiedniego poziomu wykształcenia, kompetencji i cech osobowości. Współczesny rynek pracy opiera się na założeniu, że rekrutacja na wolne stanowiska polega na znalezieniu kandydatów idealnie spełniających kryteria doboru. Powszechność i popularność narzędzi rekrutacyjnych typu: testy psychometryczne lub metodologia Assessment Centre jeszcze komplikują sytuację, faworyzując jednostki idealnie pasujące do wzorca inteligencji i charakteru.

Polacy zachłysnęli się merytokracją tuż po przełomie, w 1989 roku. Masowo uwierzyliśmy, że dyplom wyższej uczelni zapewni nam pracę i dobrą przyszłość. Jak grzyby po deszczu zaczęły wyrastać szkoły i uczelnie prywatne, w których świadectwo i dyplom po prostu się kupuje. Urynkowienie edukacji w Polsce pojmujemy wprost, bez zbędnych wątpliwości – uczelnie prywatne sprzedają dyplomy, kupujemy (na czarnym rynku) prezentacje maturalne i prace dyplomowe – od licencjatu po doktorat.

Nasza ufność w „papierek” jest tak powszechna i niezachwiana, że nie zauważyliśmy zmieniającego się rynku pracy – zanikających zawodów, postępującej globalizacji i elastycznych rynków zatrudnienia.

Nadprodukcja nieprzygotowanych do pracy „inteligentów” skutkuje ponad dwudziestoprocentowym bezrobociem, zepsutym rynkiem pracy z pseudo-outsourcingiem i umowami czasowymi. Dopóki nie pozbędziemy się cynizmu w nauczaniu i „zdobywaniu” wiedzy, tak długo rynek pracy będzie reagował wprowadzając mechanizmy sprawdzania przydatności pracownika. To jest błędne koło. Niedouczeni absolwenci budzą nieufność rynku. Rynek dopłaca do szkoleń i przystosowania nowych pracowników i broni się przed kosztami stosując, np. umowy czasowe.

Skoro tak wierzymy w „papierkową” merytokrację, to przyjmijmy ją całą – bez selektywnej oceny.  Klasyczna merytokracja chce mieć na rynku tylko najlepszych pracowników z możliwie najwyższymi kompetencjami. Zacznijmy się uczyć – liczą się konkretne, wymierne kompetencje i umiejętności. Ilość ukończonych fakultetów i zdobytych dyplomów nie ma znaczenia.

Polska wersja merytokracji jest patologią. Uczelnie oferują puste certyfikaty, nieżyciową wiedzę i nierynkowe kompetencje. Edukacyjna mentalność przeciętnego Polaka ogranicza się do uzyskania dyplomu. Kawałka papieru, który a nuż kiedyś się przyda. I nie jest ważne, że dzisiaj marny dyplom, marnej uczelni jest przepustką do bezrobocia.

Jeszcze krótka dygresja na koniec. Idea merytokracji zapewniła Europie względny spokój na prawie 60 lat. Obietnica awansu społecznego i wizja zamożności dzięki edukacji skutecznie tłumiła agresję tłumów, kierowała ją na zdobywanie wiedzy i osiąganie sukcesów. Załamanie rynku po 2007 roku i fakt, że ostatni kryzys to dzieło świetnie wykształconych elit, mocno osłabił wiarę Europy w potęgę edukacji. Trudno się dziwić protestom oburzonych i wykluczonych, bez szans na stałą pracę i kredyt na samodzielne mieszkanie. W świecie, w którym jedynym prawem jest sukces, porażka na starcie boli podwójnie.

(*) W 2001 roku Michael Young opublikował w „Guardianie” komentarz do swojej książki sprzed 43 lat – http://www.guardian.co.uk/politics/2001/jun/29/comment