Czy polscy absolwenci są niezatrudnialni?

Czy polscy absolwenci są niezatrudnialni?

rymszewicz.NaTemat.pl – 2012-09-26

„Rolą uczelni wyższych nie jest przygotowanie do zawodu, ani wprowadzenie na rynek pracy. Ich rolą jest raczej to, by „otworzyć studentom głowy”.” Taką szokującą opinię usłyszałam w poniedziałkowy poranek w moim ulubionym radiu TOKFM. Muszę się przyznać, że nadal nie mogę ochłonąć. Co się, na miłość boską, dzieje z polskim rynkiem edukacji i pracy?

Rolą uczelni jest dbanie o to, by poziom ich usług był jak najwyższy i dostosowany do potrzeb społecznych i rynkowych. Analizując oferty dydaktyczne uczelni w Polsce trudno oprzeć się wrażeniu, że od wielu lat nie zmieniają się i nie modernizują.

Nadal króluje model nauczania i studiowania, pt. „4Z” – Zakuć, Zapamiętać, Zdać, Zapomnieć. Studia w Polsce są „ideologiczne” i niepraktyczne. Zachodni absolwent studiów humanistycznych nie zna na pamięć życiorysów pisarzy europejskich, wyrwany ze snu nie wymienia nazw epok w literaturze i sztuce. Za to w zamian – umie pisać na klawiaturze metodą bezwzrokową, sprawnie tworzy raporty, podania i maile. Mówi, co najmniej dwoma językami obcymi i rozwiązuje testy psychometryczne. A u nas? U nas absolwent z trudem konstruuje poprawne papiery aplikacyjne (CV i list motywacyjny), duka po angielsku i nie ma pojęcia jak przekonać do siebie pracodawców.

Od wielu lat studenci okupują te same kierunki studiów. Szczyty popularności osiągają pedagogika, psychologia, marketing, zarządzanie i turystyka. Dlaczego rok po roku młodzi ludzie wybierają specjalizacje, po których nie ma pracy?

Przyczyny są złożone. Z jednej strony niedziałające doradztwo zawodowe. O ile łatwiej będzie wybrać kierunek studiów, jeśli szkoły tuż przed maturą, zapewnią uczniom orientacje zawodowe? Cały proces musi zawierać określenie potencjału osobistego, zainteresowań i predyspozycji ucznia ze szczególnym uwzględnieniem realiów rynku pracy.

Inną kwestią są wygórowane ambicje rodziców i samych studentów. Warto jeszcze raz podkreślić – znany nam, z XX wieku, kształt rynku pracy to przeszłość. Etatów jest i będzie coraz mniej. W ciągu następnych 20 lat, połowę rynku pracy obejmą usługi. Dominującą formą zatrudnienia będzie samozatrudnienie. W tej sytuacji, z całą pewnością, „otwarta głowa” nie wystarczy, aby uniknąć bezrobocia.

Czego powinniśmy się uczyć i jak wybierać studia?

Najważniejsza rada to:

  1. Zdobywać zawód, nie papier. Warto szukać studiów, które uczą konkretnych umiejętności. Dają specjalizację, która pozwala na samodzielne zarabianie już po licencjacie.
  2. Unikać popularnych kierunków studiów. Rynek nie wchłonie kolejnych roczników marketingowców, historyków, pedagogów i polonistów. Ukończenie jednego z najpopularniejszych kierunków to prosta droga do bezrobocia.

Czy polscy absolwenci są niezatrudnialni?

Angielski termin „employability” (zatrudnialność) wyjaśnia, że na współczesnym rynku pracy samo formalne wykształcenie nie wystarcza by uniknąć bezrobocia. Niezbędne są tzw. „employability skills” – kompetencje zatrudnieniowe. Zalicza się do nich:

Umiejętności podstawowe:

  • Czytanie ze zrozumieniem;
  • Analiza tekstu;
  • Umiejętności techniczne;
  • Umiejętności matematyczne;
  • Komunikacja werbalna;
  • Słuchanie.

Umiejętności niezależnego myślenia:

  • Analiza i interpretacja danych;
  • Szybkość uczenia się;
  • Kreatywność;
  • Podejmowanie decyzji;
  • Umiejętność rozwiązywania problemów.

Umiejętności osobiste:

  • Odpowiedzialność;
  • Samokontrola;
  • Odporność na stres;
  • Łatwość adaptacji do nowych warunków;
  • Punktualność i efektywność;
  • Współpraca w zespole;
  • Automotywacja do pracy i rozwoju.

Łatwo zauważyć, że polskie studia – niepraktyczne, odrealnione i przeładowane nieprzydatną teorią – tak pojętych umiejętności po prostu nie uczą.

Wniosek jest, więc przykry – polscy absolwenci są niezatrudnialni i pozostaną nimi tak długo, dopóki nie zrozumieją, że „wykształcenie” to za mało. Liczy się tylko to, co się naprawdę umie.