Burza w szklance wody, czyli jeszcze raz o „umowach śmieciowych”

Burza w szklance wody, czyli jeszcze raz o „umowach śmieciowych”

rymszewicz.NaTemat.pl – 2012-10-12

Socjolog Phylis Moen powiedziała kiedyś: „Przechodzimy przez coś, co można porównać do czasów rewolucji przemysłowej tyle, że tym razem przewrót dotyczy formy i czasu pracy.” Na naszych oczach rynek pracy zmienia się w zastraszającym tempie. A my, swoim zwyczajem, zajmujemy się bzdurą, tracimy energię na dyskusję o pseudo-problemie „umów śmieciowych”.

Aż trudno uwierzyć…

Zaledwie 10 lat temu nie istniały sieci społecznościowe. Nie było Facebooka, Linkedin, GoldenLine i wielu innych. Zaledwie 20 lat temu powszechny dostęp do Internetu był tylko marzeniem. Nie było Skypa, za połączenia międzynarodowe płaciło się krocie. Pierwszy SMS wysłano w grudniu 1995 roku. Jeszcze kilkanaście lat temu standardem komunikacji w firmach był fax i telefon. Kto wtedy wysyłał e-mail’e?

Osiągnięcia techniczne ostatnich dwudziestu lat są tak spektakularne i tak mocno wrosły w nasze życie, że zupełnie nie zastanawiamy się, jak bardzo zmieniły warunki i rynek pracy.

Rewolucja zaczęła się niedawno.

W 2004 roku amerykańskie linie lotnicze Jet Blue zdecydowały, że 700 pracowników działu obsługi klienta wykona swoją pracę zdalnie, z domu, sprzed monitorów własnych komputerów. To był przełom. Okazało się, że dostęp do sieci i nowoczesne oprogramowanie mogą służyć nie tylko uproszczeniu pracy, ale też oszczędnościom i usprawnieniu działania samych firm. Pomysł Jet Blue błyskawicznie się upowszechnił. Masowo zaczęły powstawać nowatorskie zespoły robocze – nad jednym projektem pracuje Hindus w Delhi, Francuz w Marsylii, Polak w Krakowie i Rosjanin w Moskwie. Widzą się raz w tygodniu dzięki kamerkom na Skypie. Efekty swojej pracy wysyłają mailem do centrali.

Praca stała się mobilna

Nie jest już powiązana z miejscem zamieszkania. Pojęcie biuro, fabryka straciło na znaczeniu. Najistotniejsza stała się sprawna komunikacja między ludźmi, a zapewniają ją nowoczesne technologie.

Od 2010 roku notuje się stały wzrost (już o ponad 25%) firm, które modernizują się w kierunku outsourcing’u. Wyprowadza się poza firmę działy informatyczne, prawne, HR i obsługi klienta. Głównym założeniem idei outsourcing’u jest rezygnacja ze stałych form zatrudnienia. Pracownicy, powiązani z firmą, wykonują swoją pracę w oparciu o umowy zlecenia, umowy o dzieło lub kontrakty menedżerskie.

Rynek pracy zmienia się i są to zmiany bezpowrotne. Stałej pracy brakuje i będzie coraz mniej. Ekonomiści od dawna operują terminem „elastyczny rynek pracy” (flexible labour market). Pojęcie to definiuje rynek pracy, na którym czas i forma świadczonej pracy zależy od poziomu przygotowania do zawodu, potrzeb rynkowych i koniunktury ekonomicznej. Powstały nowe formy świadczenia pracy od teleworkingu przez job i work – sharing aż po outsourcing. Idea elastycznego rynku pracy jest próbą uporządkowania zmian, które lawinowo zachodzą w naszym otoczeniu. Elastyczność pracy, z umowami czasowymi, jako formą zatrudnienia jest szansą dla pracodawców – na oszczędności i dla najlepszych pracowników – na rozwój, pracę na kilku kontraktach jednocześnie i, nie ukrywajmy, na nieograniczone zarobki. Szkoda, że nie chcemy i nie potrafimy wykorzystać tej szansy.

Dlaczego więc …

W tak skomplikowanych warunkach rynkowych zajmujemy się czymś, co na świecie jest od dawna przyjętą, bezdyskusyjną formą umowy o pracę?

Pomysł podwójnego opodatkowania umów cywilno-prawnych cofa nas w rozwoju o jakieś 20-kilka lat. Zostawmy już trywialny temat, trywialnych umów i zastanówmy się:

  1. Jak nauczyć poruszania się po skomplikowanym, globalnym rynku pracy?
  2. Jak przekonać do przedsiębiorczości i brania pełnej odpowiedzialności za własną przyszłość?
  3. Jak oduczyć postaw roszczeniowych wobec pracodawców i przekonania, że praca i dobra płaca „się należy”?
  4. Jak naprawić system edukacji w Polsce i powiązać go z globalnym rynkiem pracy?

I wreszcie najważniejsze – dlaczego tyle energii tracimy na bezsensowną walkę ze zmianami, których nie da się zatrzymać? Dawanie złudzenia ZUS-owskiego bezpieczeństwa i wątłej ochrony na umowach cywilno-prawnych jest tylko desperacką próbą zachowania rzeczywistości z końca ubiegłego wieku. Co więcej – wygląda na dość cyniczny sposób podniesienia rankingów popularności wśród wyborców, kosztem rozwoju rynku pracy.

Z umowami śmieciowymi nie wolno i nie warto walczyć. Są one stałym elementem rynku pracy w trakcie rewolucji.


„We’re in the middle of something like industrial revolution, but it’s really a work time revolution”. – Phylis Moen; Department of Sociology University of Minnesota