Kompleks nasz powszedni, czyli papierkologia stosowana

Kompleks nasz powszedni, czyli papierkologia stosowana

rymszewicz.NaTemat.pl – 2013-10-26

Skąd się w nas bierze to fałszywe przekonanie, że wystarczy „zdobyć papierek” dowolnej szkoły, aby mieć pracę? Dlaczego z taką beztroską przedkładamy pseudo wykształcenie nad zdroworozsądkowe myślenie o przyszłości zawodowej i realiach rynku pracy?

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że najpoważniejsze kompleksy Polaków mają związek z wykształceniem. Jego brakiem lub kiepską jakością. Głęboko w naszej podświadomości tkwi przedwojenne przekonanie, że aby „być KIMŚ” trzeba mieć skończone szkoły. Dawniej, nie tylko w małych środowiskach, „bycie KIMŚ” oznaczało księdza, nauczyciela lub lekarza. Przez lata utarł się wzorzec oparty na założeniu, że jedyną drogą awansu społecznego jest przejście przez wszystkie szczeble edukacji.

Generalnie – trudno się z tym nie zgodzić, jest tylko jedno „ale”.

Rzecz w tym, że stare wzorce i założenia dawno uległy przedawnieniu i nijak nie da się przełożyć ich na realia XXI wieku. Dla przykładu – przyjrzyjmy się sytuacji popularnej grupy, pozornie prestiżowego zawodu.

Jeszcze 10-15 lat temu otwartą drogę do kariery miał każdy, kto skończył studia informatyczne. Potrzeby rynku były tak ogromne, że studenci V roku studiów politechnicznych bez trudu zarabiali, na starcie, podwójne pensje młodego doktoranta, nauczyciela lub urzędnika. Rynek rzecz jasna nie znosi próżni. Szkoły błyskawicznie odpowiedziały na rosnące zapotrzebowanie. Powstały dziesiątki ofert nauki zawodu – od propozycji uznanych, najlepszych politechnik w kraju aż po studia bardzo wątpliwej jakości.

Fałszywe przekonanie, że rynek wchłonie każdą ilość informatyków trwa do dziś. Nie zachwiało nim nawet pęknięcie bańki internetowej i załamanie się rynku usług informatycznych z 2001 roku. Branża, stosunkowo szybko, odzyskała straty, zmieniła się jednak bezpowrotnie. Dzisiaj na dobrze płatną, rozwojową pracę w IT, mają szansę wyłącznie specjaliści najwyższej klasy – programiści, naukowcy lub audytorzy bezpieczeństwa sieci informatycznych. Dla reszty rynek ma do zaoferowania przeciętne stanowiska o charakterze usługowym.

Dlaczego więc, wobec następujących po sobie cykli kryzysów i tak dynamicznie zmieniającego się rynku pracy, nie umiemy zweryfikować swoich planów edukacyjnych? Dlaczego tak łatwo uznajemy, że zdobyte świadectwo lub dyplom gwarantuje powodzenie w starciu z rynkiem? Dla przykładu – skąd bierze się głęboki optymizm i przekonanie, że każdy, kto ma jako takie pojęcie o programach i obsłudze komputera może nazywać siebie informatykiem?

Odpowiedź jest jedna. Przyczyną jest mizerność polskiego systemu edukacyjnego. Systemu, który uczy myślenia schematami, nagradza przeciętność i powielanie rozwiązań. Kanoniczne już, szkolne „Co autor miał na myśli?” powinno zastąpić „Co Ty o tym sądzisz?”. Która polska szkoła uczy i nagradza innowacyjność? No, która?

Siły ekonomiczne i rynki pracy na świecie są jak pływy. Zmieniają się nieustannie i nikt nie potrafi przewidzieć kierunku tych zmian. Co więc można zrobić, aby przetrwać w tak niepewnych czasach? Jakie rozwiązania przyjąć, aby mieć pracę niezależnie od jakości zdobytego dyplomu?

Odpowiedź brzmi – nigdy nie podejmować edukacji dla papierka.

Jedyny sposób to wybrać szkołę i specjalizację, która naprawdę nas interesuje. Unikać obleganych kierunków studiów i koniecznie wybierać takie, które uczą konkretnych, wymiernych umiejętności i co najważniejsze – dają zawód. Co – w rubryce „Zawód” – wpisze absolwent kierunku „zarządzanie” lub „biznes”? Jakie plany zawodowe ma przeciętny student kierunku „marketing i zarządzanie” lub „historia”?

Wróćmy jeszcze na chwilę do absolwentów kierunków powiązanych z informatyką. Co może zrobić specjalista informatyk, dla którego nie ma pracy?

Kluczem do rozwiązania problemu nie jest wykształcenie. Kluczem jest posiadanie konkretnych, mierzalnych umiejętności, pasji i zainteresowań.

Z rokowań rynku mediów wynika, że w ciągu najbliższych lat media internetowe zastąpią wszystkie inne media. Już wiadomo, że wprowadzenie na rynek Global Media 3.0 oznacza absolutną rewolucję na rynku.

Zastanówmy się – co to oznacza? Co warto umieć, by wykorzystać nadchodzące zmiany?

Po pierwsze – media internetowe nie mają granic. Podstawowa umiejętność, to komunikacja, w każdym wymiarze – od pisania tekstów typu mail, raport, sprawozdanie, poprzez czytanie ze zrozumieniem – nie tylko po polsku, również w obcych językach. Im więcej się ich zna, tym lepiej. Bez znajomości angielskiego wszystkie drzwi są zamknięte.

Po drugie – każda branża opiera się na kilku stałych filarach – projektowaniu, marketingu, sprzedaży, badaniach, obsłudze prawnej, IT i HR. Zastanów się – czego uczą Cię Twoje studia, co wyjątkowego potrafisz, aby wykorzystać swoją wiedzę i umiejętności w rodzącej się branży? Podpowiedzmy, że niezbędne będą: usługi graficzne, profesjonalna fotografia cyfrowa, obróbka obrazu i dźwięku, marketing internetowy, usługi prawne powiązane z Internetem i własnością intelektualną, outsourcing usług HR. Sporo tego, prawda?

Zauważcie, że chociaż piszemy o informatykach, na pracę w rodzącej się branży, mają szansę przedstawiciele wielu innych zawodów.

Pod jednym tylko warunkiem – że nauczymy się myśleć kreatywnie, nie ulegać kolejnym modom edukacyjnym i uczyć się, zamiast zdobywać kolejne „papierki”.