rymszewicz.NaTemat.pl – 2013-01-06

Czy w Polsce mamy do czynienia ze zjawiskiem pokoleniowej „luki kompetencyjnej”? Dlaczego zaledwie, co czwarty polski absolwent znajduje stałą pracę? Wreszcie – jak wyjaśnić fakt, że w oczach pracodawców młodzi, tuż po studiach, uchodzą za niedouczonych i niegotowych do podjęcia pracy? Proponujemy Wam drugą część odpowiedzi na pytanie – „Gdzie są pracownicy?” Dzisiaj – o odpowiedzialności po stronie rynku pracy i pracodawców.

Przypomnijmy – „luka kompetencyjna”, to zjawisko na rynku pracy, w którym potencjalni pracownicy nie mogą spełnić wymagań stawianych przez pracodawców. Przyczyny zjawiska są złożone – od przestarzałej oferty edukacyjnej aż po głębokie przemiany zachodzące na światowych rynkach pracy. Część pierwszą artykułu znajdziesz – tutaj.

Rynek pracy pełen absurdów

Z badań wynika, że ponad 27% polskich absolwentów nie może znaleźć zatrudnienia. Szczęściarze, którym udaje się znaleźć i zdobyć pierwszą pracę rzadko zarabiają więcej niż 2.500 zł / brutto.

Rosną również wymagania kompetencyjne wobec absolwentów. Nie wystarczy już ani znajomość języków obcych, ani sam fakt ukończenia studiów. Pracodawcy cenią doświadczenie zawodowe, specjalizację w określonej, najlepiej wąskiej, dziedzinie i gotowość do natychmiastowego podjęcia pracy, bez konieczności wcześniejszego szkolenia.

Co szokujące – firmy nie są też zainteresowane prowadzeniem treningów i praktyk zawodowych. Niechęć do działań pro-pracowniczych tłumaczą kryzysem i koniecznymi oszczędnościami. To, że solidne przygotowanie młodych do pracy jest koniecznością nie budzi wątpliwości. Trudno natomiast zrozumieć – dlaczego skończenie studiów i obrona dyplomu i nie przygotowują do pracy?

W polskim systemie edukacyjnym nadal pokutuje pogląd, że studia to nie szkoła zawodowa, a zadaniem nauczycieli akademickich jest „otwieranie głów młodym”. Szkoda tylko, że ani szkoły, ani pracodawcy nie chcą zobaczyć skutków takiego myślenia. Konsekwencje błędów i hołdowania łatwiźnie ponoszą młodzi. Nie dość, że płaci się im minimalne pensje, to jeszcze oczekuje, że poniosą koszty nieefektywnego systemu edukacyjnego.

Wydaje się też, że uczelnie, pracodawcy i absolwenci mają wykluczające się wizje celu nauczania. Celem uczelni jest zachowanie starego porządku, w którym „czy się siedzi, czy się leży 1 200 się należy”. Dla firm ważny jest doraźny zysk i przetrwanie. Młodzi chcieliby móc skorzystać ze zdobytego wykształcenia i bezboleśnie wejść na rynek pracy. Póki, co wszystkie zainteresowane strony tylko obrzucają się oskarżeniami i z trudem przyjmują argumenty drugiej strony.

Francis Fukuyama w swojej legendarnej książce „Zaufanie: kapitał społeczny a droga do dobrobytu” napisał, że warunkiem każdego rozwoju gospodarczego jest zaufanie, czyli zdolność do myślenia w kategoriach dobra społeczności. Podstawą myślenia o tym, co dobre dla grupy jest wspólne dążenie do celów. Co się stało z polskim kapitałem zaufania? Gdzie się podziało wspólne dążenie do rozwoju i innowacji? Dlaczego Uczelnie, pracodawcy i pracownicy – główni gracze rynku pracy – traktują siebie nawzajem jak wrogów?

Wreszcie, co się stało ze społeczną odpowiedzialnością biznesu? Skoro bezrobocie wśród młodych tak lawinowo rośnie. Skoro, jako jedną z przyczyn, podaje się niedostateczne kompetencje zatrudnieniowe i przestarzałą nieadekwatną wiedzę absolwentów, dlaczego pracodawcy nie biorą na siebie, choć części odpowiedzialności za wprowadzenie młodych na rynek pracy?

Rozwój nowych technologii z początku XXI wieku raz na zawsze wykreślił przeciętność z listy wymagań wobec osób starających się o pracę. Od tej pory zadania typowe i przeciętne wykonują komputery. Pracodawcy poszukują kandydatów z umiejętnościami wyjątkowymi i niszowymi. Formalne wykształcenie powoli traci na znaczeniu. Liczą się, tzw kompetencje zatrudnieniowe – między innymi – mobilność zawodowa, szybkość uczenia się, a przede wszystkim kreatywność i zdolność do niekonwencjonalnego rozwiązywania problemów.

Na potrzeby nowej rzeczywistości zmieniają się też metody i techniki rekrutacyjne. Google znane z innowacyjności i niekonwencjonalnych rozwiązań niedawno wprowadziło nowy system rekrutacyjny. Formalne wykształcenie nie ma znaczenia, doświadczenie jest pożądane, choć niekonieczne. Podstawowy warunek, to przejście nieprawdopodobnie trudnego etapu testów kompetencyjnych. Uwierzcie – testów dla wybitnie kreatywnych i bardzo inteligentnych.

Koniec przeciętniactwa

Thomas Friedman w głośnym felietonie, pt. „Average is Over.” (Koniec przeciętniactwa) napisał: „W „starej ekonomii” wymagania wobec „dobrego pracownika” były proste – miał osiągnąć przeciętny poziom umiejętności zawodowych, niezbędnych do wykonywania przeciętnej pracy. W zamian otrzymywał przeciętne wynagrodzenie, które pozwalało na osiągnięcie przeciętnego poziomu życia. Bycie przeciętniakiem już na ciebie nie zarobi (…). Nastąpił definitywny koniec przeciętniactwa.”(*)

Rozwój nowych technologii z początku XXI wieku raz na zawsze wykreślił przeciętność z listy wymagań wobec osób starających się o pracę. Od tej pory zadania typowe i przeciętne wykonują komputery. Pracodawcy poszukują kandydatów z umiejętnościami wyjątkowymi i niszowymi. Formalne wykształcenie powoli traci na znaczeniu. Liczą się, tzw kompetencje zatrudnieniowe – między innymi – mobilność zawodowa, szybkość uczenia się, a przede wszystkim kreatywność i zdolność do niekonwencjonalnego rozwiązywania problemów.

Na potrzeby nowej rzeczywistości zmieniają się też metody i techniki rekrutacyjne. Google znane z innowacyjności i niekonwencjonalnych rozwiązań niedawno wprowadziło nowy system rekrutacyjny. Formalne wykształcenie nie ma znaczenia, doświadczenie jest pożądane, choć niekonieczne. Podstawowy warunek, to przejście nieprawdopodobnie trudnego etapu testów kompetencyjnych. Uwierzcie – testów dla wybitnie kreatywnych i bardzo inteligentnych.

W XXI wieku pracę da nam nieprzeciętność, kreatywność i niekonwencjonalność myślenia. Firmy desperacko starają się dostosować do zmieniającego się rynku pracy i poszukują utalentowanych geniuszy. Może już pora zmienić nasz sposób myślenia o celu i zakresie studiowania? Cóż, wygląda na to, że erę przeciętnie wykształconych, podobnie myślących, schematycznych i mało kreatywnych mamy już za sobą.

Podsumujmy: „Gdzie są pracownicy?”

Pracownicy są i czekają na zatrudnienie. Rekrutują się z milionów bezrobotnych poszukujących pracy. Jest tylko jeden problem do rozwiązania. Jak nakłonić do wspólnego działania Uczelnie, pracodawców i pracobiorców? Jak sprawić, by zamienić wzajemną niechęć i brak zaufania na wspólne konsultacje i zbiorowe rozwiązywanie problemów? Może odpowiedź jest prosta – przestańmy traktować Polaka obok jak wroga i oszusta?


(*) “In the past, workers with average skills, doing an average job, could earn an average lifestyle. But, today, average is officially over. Being average just won’t earn you what it used to. It can’t when so many more employers have so much more access to so much more above average cheap foreign labor, cheap robotics, cheap software, cheap automation and cheap genius. Therefore, everyone needs to find their extra — their unique value contribution that makes them stand out in whatever is their field of employment” Thomas L. Friedman “Average is over”. The New York Times, April 2012.

Facebook comments:

comments