Ręce precz od edukacji

Ręce precz od edukacji

rymszewicz.NaTemat.pl – 2013-04-21

Spór o sześciolatków w szkole tylko z pozoru wygląda na nieco trywialną przepychankę rodziców i Ministerstwa. W rzeczywistości ukrywa problem, o którym nikt, jak do tej pory, nie ma odwagi mówić głośno. A jest, o czym. Rzecz krąży wokół absolutnego kryzysu zaufania do upolitycznionej szkoły – instytucji.

Czy już czas do szkoły?

Nie tylko Polska, również Stany Zjednoczone i „Stara Europa” szukają wzorów i idealnego modelu edukacyjnego. Problem jest niemały. W podejściu do edukacji walczą ze sobą dwie wizje nauczania. Pierwsza – maksymalnie sformalizowana, dążąca do możliwie najwcześniejszego rozpoczęcia edukacji i zakończenia jej wypełnianiem standaryzowanych testów kompetencyjnych. Druga – wizjonerska, zakładająca, że postindustrialna rzeczywistość wymaga nowej edukacji i indywidualnego podejścia do dzieci. Ten drugi model edukacyjny unika testów kompetencyjnych i stroni od formalizacji. Stawia na kreatywność i indywidualny rozwój uczniów.

Na świecie wiek, w którym dzieci rozpoczynają edukację szkolną oscyluje pomiędzy piątym a siódmym rokiem życia. Na przykład:

W Wielkiej Brytanii dominuje przekonanie, że ponieważ dzieci rozwijają się w różnym tempie, posyłanie do szkoły dziecka, które nie ma tzw. „gotowości szkolnej” przynosi więcej szkody niż pożytku i co najważniejsze decyduje o niepowodzeniach szkolnych. Nie tylko na starcie, również trwale zniechęca do szkoły i nauki.

Profesor Greg Brooks (University of Sheffield) głosi pogląd, że głównym wskaźnikiem tzw „gotowości szkolnej” jest, nie wiek dziecka, ale gotowość do tego, by nauczyć się czytać (reading readiness). Profesor Brooks uważa, że dziecięca gotowość do czytania jest tak złożonym zagadnieniem, że próby wczesnego przymusu szkolnego i tym samym wprowadzania liter, w skrajnym przypadku zdecydują o kłopotach z czytaniem w dorosłym życiu.

Dodajmy, że w granicach Zjednoczonego Królestwa dzieci rozpoczynają naukę w wieku: czterech lat (w Irlandii Północnej) i pięciu w Anglii, Walii i Szkocji.

We Francji i Belgii do szkoły idą dzieci sześcioletnie. Szkoły francuskie są biurokratyczne, a prawo rodzinne tak skonstruowane, by surowo karać rodziców nieprzestrzegających obowiązku szkolnego. Przy czym warto wyraźnie podkreślić, że francuski model nauczania uchodzi za jeden z najsłabszych w Europie. Absolwenci szkół we Francji i Belgii słabo wypadają w testach językowych i kompetencyjnych.

Dzieci siedmioletnie rozpoczynają też edukację w Holandii, Austrii, Czechach i Hiszpanii.

Między starym i nowym

Polska szkoła pozostaje w zawieszeniu. Pomiędzy nowoczesnością i XIX- wiecznym modelem edukacyjnym. Między kreatywnością a biernym zakuwaniem dat i formułek. Wreszcie między spełnianiem oczekiwań dzieci i rodziców, a wypełnianiem zmieniających się przepisów prawnych i politycznych nacisków.

Jak zwał tak zwał, polska szkoła i tak zostaje w tyle. W osiągnięciach edukacyjnych o lata świetlne wyprzedzają nas rozwinięte kraje azjatyckie i … Finlandia.

W tych pierwszych naukę szkolną rozpoczynają już sześciolatki. Spędzają w szkole długie godziny (od 7:30 do 16:30). Edukacja opiera się na dyscyplinie i skrajnej systematyczności. Szkoły azjatyckie są upolitycznione. Rządy traktują je jak dowód swojej sprawności i skuteczności politycznej.

Najlepsze w Europie są szkoły w Finlandii, gdzie system edukacyjny zakłada, że najkorzystniejsza dla dziecka jest absolutna swoboda w uczeniu się i poznawaniu świata. Cykl szkolny rozpoczynają dzieci siedmioletnie. Fiński dzień szkolny jest najkrótszy na świecie. W szkołach kładzie się ogromny nacisk na rozwijanie kreatywności i naturalnych talentów dziecka. Absolwenci szkoły w Finlandii kończą cykl nauczania znając cztery języki obce. Szkoła fińska konsekwentnie unika wprowadzania testów wiedzy i kompetencyjnych. Tamtejsi pedagodzy uważają, że edukacja, która przygotowuje do rozwiązywania testów zabija kreatywność i niezależność myślenia.

Skąd te sukcesy?

O sukcesach szkół w Finlandii decydują dwa elementy:

Element pierwszy to doskonale wyszkolona kadra nauczycielska.

Wykonywanie zawodu nauczyciela w Finlandii, oznacza prestiż porównywalny z zawodem lekarza i prawnika. Wszystkich nauczycieli obowiązuje tytuł magistra. Rekrutacja na uczelnie pedagogiczne jest trudniejsza niż na kierunki prawnicze i medyczne. Ukończenie studiów pedagogicznych i zdobycie uprawnień nauczycielskich w Finlandii daje nie tylko prestiż również – wysokie pensje.

Nawiasem mówiąc – w Polsce, w zawodach pedagogicznych, niepodzielnie panuje selekcja negatywna. Najlepsi absolwenci studiów wyższych liczą na kariery jak najdalej od szkół i nauczania. Do zawodu nauczycielskiego rzadko trafia się z powołania, częściej z wygody lub konieczności.

Element drugi to odpolitycznienie.

W materiale BBC „Finland’s education success”, dyrektor szkoły wypowiada zdanie w Polsce nie do pomyślenia: „To jest moja szkoła, nie jakiegoś tam polityka”.

Podkreślmy: fińska szkoła jest apolityczna. Nie ma kanonu. Są tylko ogólne wytyczne dotyczące zakresu nauczania. Nauczycielowi wolno swobodnie je interpretować, ma również pełną swobodę w decydowaniu o tym, czego i jak uczy.

Spór o sześciolatków w szkole …

… tylko pozornie wygląda na nieco trywialną przepychankę rodziców z Ministerstwem. W rzeczywistości ukrywa problem, o którym nikt, jak do tej pory, nie ma odwagi mówić głośno. A jest o czym.

Rzecz krąży wokół absolutnego kryzysu zaufania do upolitycznionej szkoły-instytucji. Rodzice są zmęczeni szeregami kuriozalnych reform. Gimnazjami, pełnymi agresji i przemocy. Wieloletnim majstrowaniem przy maturach, które zamiast sprawdzać poziom wiedzy dają pole do kopiowania tekstów i kupowania prezentacji. Wreszcie wokół demotywujących i niesprawiedliwych naborów na wyższe uczelnie.

A sześciolatki w szkole?

Odpowiedź brzmi: Szanowni Politycy – ręce precz od edukacji. Zostawcie sprawy zawodowcom. Rodzice też pomogą. Nade wszystko jednak – zapytajcie dzieci – czy lubią swoją szkołę?

 

 

(*) Greg Brooks – emerytowany profesor Uniwersytetu w Sheffield. Pedagog. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych ze współczesnym alfabetyzmem. Prowadził wieloletnie badania nad gotowością szkolną dzieci. Był członkiem grupy ekspertów ds. alfabetyzacji Komisji Europejskiej.

Do poczytania:

Greg Brooks: What Works for Pupils with Literacy Difficulties? The Effectiveness of Intervention Schemes.

Alok Jha: Childhood stimulation key to brain development. Źródło: http://www.guardian.co.uk/science/2012/oct/14/childhood-stimulation-key-brain-development