Monika Heleniak: Studentem być (*)

Monika Heleniak: Studentem być (*)

Dlaczego to takie ważne, by jeszcze w szkole średniej dobrze zastanowić się czego się chce od życia w kwestii 5- letniej kadencji na uczelni? Studiując taki, a nie inny kierunek? Ponieważ obecnie w Polsce mamy zbyt wielu zrzędzących studentów, którzy rok, czy cztery wcześniej świadomie deklarowali wybór studiów, a teraz głośno narzekają, właściwie na wszystko co się z nimi wiąże.

Od czego tak naprawdę trzeba zacząć? Matura, czy aby na pewno? Matura to egzamin, który jest jedynie przepustką. Zdałeś, masz szansę na karierę jako student, jeśli nie, to może amnestia pozwoli Ci znaleźć się w gronie „szczęśliwców”.

Na początek – banalne pytanie: Czego ja chcę od życia? Czym będę się zajmować w przyszłości? W jakim zawodzie się widzę i dlaczego? Warto też poszukać informacji na temat rodzajów osobowości i spróbować dopasować własną do wymarzonego zawodu. Tak, łatwo mówić. Doskonale sama pamiętam gdy już w gimnazjum, wymagano bym wskazała dziedzinę i zawód, który będę wykonywać w przyszłości. Nie przewidziano jednego, że od tej 3 kl. do ostatniego roku studiów magisterskich, jest plus minus 10 lat. W ciągu roku wiele się zmienia na rynku pracy, co dopiero po takim czasie. Jednak warto spróbować wyznaczyć sobie chociaż szkic drogi zawodowej. Od czego zacząć? Od wskazania własnych zainteresowań i określenia się w kwestii: jestem bardziej humanistą, czy umysłem ścisłym? Wszystko po to, by na 3 roku w LO, o profilu humanistycznym nie wpaść na pomysł zdawania rozszerzonej biologii.

Kolejno, należy pamiętać, że to TY jesteś w tej sytuacji najważniejszy, to Twoje zdanie się liczy. Wybierasz taką uczelnię i kierunek, w którym Ty się dobrze czujesz i, w którym TY siebie widzisz. Zdanie innych, jak najbardziej możesz poznać, ale nie oni w przyszłości wezmą na barki odpowiedzialność za to, co Ty sobie wystudiowałeś. Rodzice- doradcy pierwszego planu, w średnio 90 % przypadków. Jaki jest ich cel, oczywiście chcą dla swych dzieci jak najlepiej. Ale często najlepiej wiąże się, z możliwością pochwalenia się tu i ówdzie, że ma się syna czy córę na studiach, nie ważne gdzie i na czym, po prostu się ma. Po drugie niespełnione aspiracje własne. Mnie się nie udało, wiec Ty musisz za wszelka cenę, za mamusię  i za tatusia, jak tą kolejną łyżkę niechcianej zupy.

A teraz już na poważnie. Wybór szkoły to podstawa. Jest ich sporo. Jedne dalej, drugie bliżej Twojego miejsca zamieszkania. W tej kwestii każdy ma swoje preferencje, związane chociażby z finansami. Warto wiec sprawdzić ceny w mieście, do którego mamy zamiar się przeprowadzić. Wracając do uczelni, dokładnie zapoznaj się z ofertą dotyczącą kierunku, który wybrałeś, np. przedmioty obowiązkowe. Często zdarza się tak, że nasze zainteresowania i wymarzony kierunek nie idą w parze, z tym co uczelnia w tej dziedzinie chce nas nauczyć. Dlatego później są zagadnienia, które zamiast rozwijać naszą ulubioną dziedzinę, coraz bardziej nam ją obrzydzają.

Dobrym i jednocześnie rozsądnym rozwiązaniem jest wybór kierunku i uczelni o charakterze „awaryjnym”. Zmniejsza to rozczarowanie i zapobiega destrukcyjnemu myśleniu o własnej osobie. Podobnie jest ze specjalizacją. Na większości uczelni króluje jedna zasada, specjalność tworzymy przy wymaganej liczbie chętnych, np. 20, jeśli jesteś jedenastą, jednocześnie ostatnią osobą na liście, prawdopodobnie nic z tego nie będzie.

Co teraz? Powrót do matury czas zacząć. Po prostu zajmij się tymi przedmiotami, które będziesz zdawać, nic mniej nic więcej. Walczysz o średnią, OK. Na etapie LO jest na pewno ważna, ale za 10-15 lat nikt Cie nie będzie pytał, o to jakie miałeś oceny. Liczyć będzie się to, co wyniosłeś merytorycznie z tych zajęć, podobnie na studiach. Jednak dobrze by było gdy by prócz ocen w indeksie została wiedza i umiejętności twarde.

Co jeszcze? Międzyczasie zadbaj o języki obce. To temat rzeka wiec wspomnę tylko o nich ramowo. Zwykle masz szansę uczyć się ich w ramach zajęć na uczelni, wykorzystaj tę okazję, bo masz to za DARMO. Potrzebujesz tylko chęci.

Zanim złożysz aplikację, zastanów się jeszcze raz, czemu akurat ta uczelnia jest taka wyjątkowa. Zapoznaj się z ofertą bonusów, czyli tego co możesz otrzymać poza dyplomem. Szkoły wyższe prześcigają się w ofertach, bo to właśnie je wyróżnia. Na co możesz liczyć? Koła naukowe, Erasmusy, stypendia, mieszkania uczelniane, szkolenia, certyfikaty, praktyki, staże, bogata rekreacja.
Co jeszcze? Nie zapomnij o przeprowadzeniu wywiadu na żywo. Pamiętaj, że żaden informator nie napisze Ci, co kuleje na uczelni, a kuleje coś zawsze, inaczej nie było by narzekających studentów i… bezrobocia tuż po ukończonych studiach. Popytaj obiektywnych znajomych, poczytaj fora, lub po prostu zawitaj do murów i zapytaj o ofertę. Sam sposób przyjęcia Ciebie, będzie świadczył o tym, czego możesz się spodziewać podczas nauki.

A co, kiedy już zaczniesz? Sugeruj się własną opinią i obserwacjami wynikającymi z faktów, a nie plotek, wiecznie narzekających starszych kolegów, którzy sesję zaliczają okrągłe 10 miesięcy. Owszem, zdarza się wykładowca tyran, ale uwierz, to przypadki sporadyczne.
I na koniec, zakładając że wybrałeś uczelnię z największą ilością bonusów dodatkowych, zacznij z nich korzystać już na PIERWSZYM roku, ponieważ przez 3, czy 5 lat jesteś w stanie zdobyć więcej doświadczenia niż podczas ostatnich kilku miesięcy nauki.


(*) Monika Heleniak - absolwentka wydziału administracji publicznej oraz zarządzania zasobami ludzkimi. Zajmuje się działalnością naukową (koła naukowe: europejskie, socjologii stosowanej i marketingu oraz zarządzania kadrami). Współtworzy i administruje fan page’e tematyczne m.in. strony rymszewicz.eu. Interesuje się zagadnieniami związanymi z HR, marketingiem, Public Relations, a także rozwojem osobistym.