Monika Heleniak: Student na studiach, czyli „no wie Pan co” (*)

Monika Heleniak: Student na studiach, czyli „no wie Pan co” (*)

….. na każdą próbę wykrzesania wiedzy z człowieka.

Tak się składa, że z powodu bolesnego ubolewania związanego z zakończeniem edukacji, która za miesiąc zostanie uwieńczona tytułem zawodowym mgr, bacznie obserwuję grupę ludzi, z którymi już od 5 lat sobie żyję.

Studenci, prężnie rozwijająca się grupa społeczna, bardzo z siebie dumna, nie ważne czy z powodu bycia stacjonarnym czy nie, o kierunku czy specjalności nie wspomnę ogólnie sprawia wrażenie bardzo zmęczonej. Czy to wykład czy egzamin, czy zaliczenie, czy praca, pojawia się ogólny problem, połączony z wybuczeniem wykładowcy i kwaśną miną.

Jak wiadomo etap studiów, to niebywale ważny czas z punktu widzenia obronności nie tyle kraju co całego kosmosu. Bowiem każdy, lub, na szczęście prawie każdy student, szczególnie podczas sesji ratuje wszechświat niczym Supermen, Batman i …… razem wzięci. W związku z powyższym wymagane jest by tych superbohaterów zbyt bardzo nie przemęczać, czyli jeśli wpis w indeks to najlepiej za obecność, oczywiście podrobioną lub usprawiedliwioną tysiącami zwolnień lub potwierdzeń jak bardzo było się potrzebnym dla wcześniej wspomnianego wszechświata.

A tak na poważnie, zastanawiającym jest dla mnie po co właściwie dziś idzie się na te studia?? Co kieruje człowiekiem kilka miesięcy, a nawet lat, po zdanej maturze?? Jakie cele przyświecają tym ludziom, o ile jakiekolwiek są sobie stawiane.

Gdzie podziała się dawna prehistoryczna chęć zdobywana wiedzy? Wiedzy, którą można potwierdzić i wykorzystać podczas wykonywanych obowiązków zawodowych i po prostu w życiu. Zadowolenie z pogłębiania jej w dziedzinie, z którą wiążemy całkowicie lub po części przyszłość na wymarzonym stanowisku.

Przeprowadzony wywiad nasuwa mi na myśl kilka wniosków.

Po pierwsze kto dziś odpowiedzialnie i świadomie wybiera drogę pt: STUDIA, o kierunku czy uczelni nie wspominając, bo: na studia poszedłem, bo wszyscy szli, znajomi mówili, że będzie fajnie, rodzice mnie zmusili, bo wszyscy w okolicy studiowali, myślałem, że tak trzeba, że po maturze to tylko uczelnia, nie miałem na siebie pomysłu, po maturze ciężko z pracą, więc zostały mi studia. A dlaczego ten kierunek?? Tak, zarządzanie, zawsze było moją pasją, dlatego chciałem pogłębić moją wiedzę na ten temat, w końcu w przyszłości nie wyobrażam sobie niczego innego jak praca na stanowisku kierowniczym grupy składającej się z „introwertyków”.

Tak, prawo to było to. Kwestia praworządności zawsze była mi bliska, walka z korupcją, nepotyzmem, najbardziej ten temat przybliżył mi mój ojciec z zawodu adwokat.

Europeistyka, przecież to taki kierunek na czasie, jesteśmy w UE i w ogóle. Języki?? No coś się uczę, ale tak samemu mówić to nie, zresztą ci obcokrajowcy za szybko mówią.

Praktyki, staże? No są, do sesji trzeba zaliczyć, jako przedmiot, ale, to trzeba chodzić, czasem można sobie załatwić od ręki i nie chodzić, to jest git, ale tak samemu to nie, bo to dużo formalności, poza tym, mamy tyle zajęć, że ciężko było by to pogodzić.

To tylko niektóre z barwnych opinii o wymarzonych, szczerze i z głową wybranych kierunkach, specjalnościach, argumenty się mnożą, jeden za drugim. Każdy świadczy o tym, że wybór był przemyślany i świadomy.

Jednak gdy pytam o pomysł na siebie już po obronie, zapada głucha cisza, połączona z wzruszeniem ramionami, lekkim gorzkim uśmiechem i standardowa odpowiedź: się zobaczy, jakoś tam będzie. Drogi studencie- absolwencie, uwierz mi, jeśli liczysz, na to, że będzie JAKOŚ, to masz w zupełności rację. Będziesz mieć JAKĄŚ pracę, JAKĄŚ płacę i JAKIEŚ życie. Tylko, czy ta jakość będzie Cię satysfakcjonować, czy będziesz budził się rano, ze świadomością, że za Tobą kawał dobrej roboty, z której plony będziesz zbierać przez całe życie, nie tylko Ty ale cała Twoja rodzina?

Tak OK., są wyjątki, wiem o tym. Są młodzi i jednocześnie dojrzali ludzie, nie tylko ze względu na zaliczony egzamin dojrzałości, którzy wiedzą po co idą na studia, mając nawet kilka alternatyw na czas po studiach. Ale z nimi jak z wyjątkami w polskiej ortografii…


(*) Monika Heleniak - absolwentka wydziału administracji publicznej oraz zarządzania zasobami ludzkimi. Zajmuje się działalnością naukową (koła naukowe: europejskie, socjologii stosowanej i marketingu oraz zarządzania kadrami). Współtworzy i administruje fan page’e tematyczne m.in. strony rymszewicz.eu. Interesuje się zagadnieniami związanymi z HR, marketingiem, Public Relations, a także rozwojem osobistym.