Rynek pracy kontra wojujący poloniści

Rynek pracy kontra wojujący poloniści

rymszewicz.NaTemat.pl – 2013-06-30

Poraża mnie ten ogrom „humanistycznego” wyobcowania. Ja nawet rozumiem, że każdy szanujący się polonista musi mieć to lekkie poczucie wyższości nad resztą świata. Musi być w tej swojej elitarnej wiedzy wyobcowany. Taki nieco upozowany na samotnika i romantycznego bohatera. Ponad rzeczywistością. Może to jest powód, dla którego z takim trudem, beznadziejnie, od miesięcy, post w post walę w ten mur postawiony przez „humanistów”. Mur stoi w obronie wyższości nauk humanistycznych przed atakami zdrowego rozsądku.

W komentarzach do posta „Dlaczego Twoje dziecko nie uczyło się do matury?” znalazłam taki oto wpis polonisty, nauczyciela w gimnazjum:

…. nie cieszy mnie ani artykuł, ani zgodność wobec tez tak samo zabójczych, jak nieprzemyślanych – moim zdaniem oczywiście. Na początku jednak powiem, że szkoła polska na nic się już nie zdaje. I mówię to, jako nauczyciel polskiego, pracujący w gimnazjum. W tym punkcie się zgadzamy. (…)

Ale nie z tych przyczyn, że wiedzę upowszechnia jakoby przestarzałą, czy uczy rzeczy niepotrzebnych. (…) Tylko, jakiego rodzaju zmianę ma na myśli pani Violetta Rymszewicz? Co oznacza w praktyce stwierdzenie, że młodzież powinna dyskutować, a nie otrzymywać informacje?

Czy zdają sobie Państwo sprawę, jakie bzdury wygaduje młody człowiek, gdy jego myśleniu brak oparcia w faktach? Jakież to on może mieć refleksje? Oczywiście, że bombardowanie faktami na nic się nie przyda i myślenia trzeba uczyć, ale przecież trzeba uczyć na czymś, zawsze jakiś zespół faktów do analizy trzeba wybrać. Inaczej myślenia nie będzie i w nowej – upragnionej przez Państwa szkole. A co się dzieje, gdy uczniowi zadać przygotowanie czegoś? Nawet czegoś, co sam wybrał. Przyniesie, to przecież zrozumiałe, biedak nie może się przejmować niepotrzebną wiedzą, materiał wykonany w technice „kopiuj, wklej”, którego sam nie przeczytał. I uważa, razem zresztą z rodzicami, że się napracował.

Celowo pokazuję drugą stronę medalu – oczywiście, że nauczyciele nie uczą myślenia. Niby skąd mieliby i dlaczego umieć myśleć? Po co to im? Ktoś ich zatrudnił, bo myślą? Ktoś im daje premie, bo myślą? Niech Państwo nie żartują, w jakim zawodzie publicznym w Polsce ktoś nagradza myślenie? W dziennikarstwie? News to myśl? W administracji? Proszę przeczytać, choć jedno pismo urzędowe „wygenerowane” przez urzędników samorządowych. W kolejach, w policji? Może w służbie zdrowia, w której każda kolejna zmiana na lepsze to większe kłopoty dla chorych? Nauczyciele mają być inni? A skąd się mają wziąć, tacy inni? A teraz z innej beczki – co to niby jest ta „wiedza adekwatna do wymagań rzeczywistości”? Jak ma się ją określać? Tylko konkretnie porozmawiajmy – ktoś ma jakieś propozycje? Co jest niepotrzebne?….

Szkoła uczy rzeczy niepotrzebnych…

Celem nauki jest, między innymi, odnalezienie się na rynku pracy. Wiedza o rynku pracy, jego prawach i zasadach jest twarda i konkretna. Tu się nie interpretuje. Tu niepodzielnie rządzą statystyki, analizy, badania i raporty. Ponieważ nie ma tu gdybania, dokładnie wiemy, kogo szuka rynek. Dokładnie wiemy, czego trzeba uczyć młodych, aby po szkołach nie trafiali na bezrobocie.

Taka, na przykład – piśmienność (ang. literacy). W świecie – absolutna podstawa. W Polsce – pomijana. Na współcześnie rozumianą piśmienność składają się umiejętności:

  1. Czytania ze zrozumieniem.
  2. Pisania logicznych tekstów o różnym charakterze.
  3. Myślenia krytycznego.
  4. Analizy (nigdy interpretacji) danych i wyciągania powiązanych wniosków. (*)

Współczesna piśmienność to również, tzw. Visual Literacy – zdolność do wielowymiarowej komunikacji międzyludzkiej. W tym – czytania i rozumienia mowy ciała, map, MEM-ów, infografik, video. Do podstaw kompetencji w zakresie literacy, na świecie, zalicza się wielojęzyczność. Obowiązkową, biegłą znajomość, co najmniej jednego języka obcego.

Jeśli przyjąć takie kryteria oceny to przeciętny polski maturzysta jest analfabetą.

Czego uczy polonista?

Otóż – przeciętny polonista z maniakalnym uporem wałkuje przestarzałe opisy przyrody, charakterystyki porównawcze i, znienawidzone przez uczniów, rozprawki.

Po co? Nie wiem, po co. Nie rozumiem, dlaczego nie uczyć dzieci analizy danych i krytycznego myślenia podczas pisania esejów i felietonów?

Skąd się bierze to irracjonalne przekonanie, że nauczanie języka polskiego to misja? Dlaczego sam przedmiot króluje, w przekonaniu polonistów, na listach szkolnych ważności? Przecież to pomyłka! Pomyłką jest sposób, w jaki rozumiemy nauczanie języka polskiego i jego rolę. Pomyłka polega na tym, że nie chcemy zrozumieć jak bardzo świat się zmienił i tego, że mówimy do młodych językiem i wartościami sprzed prawie dwóch stuleci.

Wobec powyższego – apeluję – umieśćmy literaturę polską na półce dla pasjonatów. Tam gdzie jest jej miejsce. Lekcje polskiego poświećmy na:

  1. Naukę gramatyki i ortografii, bo młodzi nie odróżniają „h” i „ch”, „ż” i „rz”.
  2. Naukę stylistyki i składni, bo bełkoczą mieszając angielski slang z polskimi przekleństwami, a o uczuciach mówią emotami.
  3. Naukę pisania podań, raportów, sprawozdań, pism urzędowych, e-maili, CV i listów motywacyjnych. Zapewniam Pana i wszystkich Państwa, że CV, które trafiają do rekruterów to „obciach”, wstyd i porażka.

Nie daje mi spokoju myśl…

  1. Który nastolatek zrozumie ból Kochanowskiego po stracie dziecka?
  2. Który pojmie Konradowe wadzenie się z Bogiem?
  3. Kto, w wieku lat 16-tu, rozumie obsesyjną miłość 45-letniego Wokulskiego do 25-letniej Izabeli?

No błagam! Kto i po co pakuje do młodych głów teksty, których z racji wieku i doświadczeń nie mogą, po prostu – nie mogą zrozumieć?

Rolą szkoły jest otworzyć młode głowy na niezależne myślenie, krytycyzm i rozumienie świata. Rolą szkoły jest przygotowanie do życia w świecie niepewnym, bez pracy i przewidywalnej przyszłości. Tymczasem to, co robimy, zwłaszcza na lekcjach polskiego, to wychowywanie kolejnych pokoleń frustratów z poczuciem winy, niższości i przekonaniem, że świat poza polską granicą to tylko wrogowie.

Pisze Pan – „Czy zdają sobie Państwo sprawę, jakie bzdury wygaduje młody człowiek…?”

Młodość ma swoje niezbywalne prawo do własnych buntów, niepewności i bzdur. I proszę wybaczyć – na jakiej podstawie ocenia Pan, co bzdurą jest, a co nie jest? Bo obawiam się, że w polonistycznych oczach bzdura to każda odpowiedź spoza klucza i kanonu.

Wiem też, że to polonistyczne przekonanie o wyższości akademickiej wiedzy nad intuicją i niezależnością myślenia to jest jedna z przyczyn, dla których młodzi idą na lekcje polskiego jak na egzekucję.

Mówi Pan – pokolenie kopiuj/wklej?

A jakże ma być inaczej skoro zadajecie zramolałe tematy ze zramolałych zakresów?

Mnie też nie chciałoby się tracić czasu na rozważania nad „Wyjątkowością człowieka” (Matura 2013).

Proszę raczej zapytać młodych – „Czy warto poświęcać życie zemście?” (Na podstawie gry Assasin’s Creed) albo – „Czy dorastanie to zaprzeczanie ojcu?” (na podstawie serialu Gosspi Girl). Zapewniam – młodzież Pana pokocha i nie dostanie Pan prac w stylu kopiuj / wklej.

Rzecz w tym, że aby mówić do młodych ich językiem i systemem wartości, trzeba ich autentycznie lubić, okazać szacunek i chcieć zrozumieć. Zejść na ziemię ze swojego polonistycznego parnasu i zobaczyć rzeczywistość młodych – bez szans na pracę, mieszkanie i założenie rodziny. Zrezygnować z tego belfersko-mentorskiego tonu na rzecz partnerskiej rozmowy i zainteresowania tym, co interesuje ich, nie nas. Nasze wizje tego, co i jak ma myśleć młodzież nie mają tutaj najmniejszego znaczenia. To nie my jesteśmy podmiotem nauczania.

W podsumowaniu…

Uderzcie się w pierś, Drodzy Nauczyciele j. polskiego i powiedzcie:

  1. Ilu talentom wmówiliście, że nic nie umieją, bo myśleli i pisali niezgodnie z kanonem?
  2. Ile dzieci skutecznie zniechęciliście do czytania i niezależnego myślenia mówiąc, że to, co ich interesuje jest bezwartościowe?
  3. Ile razy dopuściliście się grzechu niesprawiedliwej oceny, bo wolicie interpretować zamiast analizować tekst? (*)

Mam propozycję – Drodzy Poloniści – zastanówmy się nad szkołą. Zastanówmy się nad sobą.

Na marginesie – wiem, że istnieją i obowiązują – kanon i program nauczania. Wiem też, że bez zmiany mentalności i zgody nauczycieli żadna reforma nigdy nie zakończy się sukcesem… .


(*) Czy umiesz analizować tekst? Test zdolności humanistycznych