Jesteśmy narodem kopistów

Jesteśmy narodem kopistów

rymszewicz.NaTemat.pl – 2013-10-20

Z ogromną uwagą, kilkakrotnie wysłuchałam wykładu inauguracyjnego profesora Marcina PAŁYSA, rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Wykład poruszył mnie tak głęboko, że trochę porywając się z motyką na słońce, pozwalam sobie na komentarz do wystąpienia Profesora.

Co oferuje polski system edukacyjny?

Na przykład – dziecku z zacięciem humanistycznym, talentem i biegłą znajomością kilku języków obcych oraz ambicjami w zakresie prawa międzynarodowego? Przyjmijmy, że wspomniany maturzysta wśród ofert edukacyjnych wszystkich uczelni wyższych w Polsce szuka:

  1. Kierunków humanistycznych, które rozwiną zdolności językowe i przygotują do specjalizacji w zakresie prawa międzynarodowego.
  2. Kierunków studiów, które już po skończeniu 3 roku pozwolą na zdobycie konkretnych uprawnień i zawodu.
  3. Kierunków z nowoczesnym programem nauczania i międzynarodową kadrą naukową.
  4. Kierunków z dostępem do wykładów gościnnych prowadzonych przez specjalistów z międzynarodową renomą i osiągnięciami.
  5. Kierunków w całości prowadzonych w językach obcych i przez Native Speaker’s.

Inaczej mówiąc – szukamy uczelni i kierunku, które nie skazują na bezrobocie.

Niestety, szybko okaże się, że marzenia ambitnego maturzysty rozbijają się o przaśne, polskie realia. Realia, w których nadal istnieją kierunki, na których przez ostatnie niemal 20 lat nic się nie zmieniło. Programy i zakresy nauczania pozostały takie same. Nie ruszono ani nazw ani kadry wykładowców.

Po wstępnej analizie maturzysta, jeszcze niepewny swoich decyzji, zechce zapytać Pana, Szanowny Panie Rektorze:

  1. Czy na polskich uczelniach zajęcia językowe są w całości prowadzone przez nauczycieli, dla których język nauczania jest ojczysty?
  2. Dlaczego na, uznawanych za najlepsze w Polsce, lingwistykach stosowanych w Poznaniu i Warszawie pracuje tak mało obcokrajowców?
  3. Na której z polskich uczelni ambitny student, zainteresowany prawem międzynarodowym, spotka wykładowców-praktyków z Międzynarodowego Trybunału Karnego, Interpolu, NATO lub Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej?

Analiza ofert edukacyjnych uczelni w Polsce okazuje się tym bardziej frustrująca, że tylko pogłębia dysonans pomiędzy samozadowoleniem luminarzy nauki polskiej a stanem faktycznym. Przygnębiające jest zwłaszcza to wrażenie zaściankowości, zamykania się w świecie wielkich słów i przestarzałych idei.

Trudno nie zgodzić się z wygłoszoną przez, Pana Profesora, opinią, że uczelnie wyższe to miejsce wykuwania się nowych idei. Ośmielę się dodać, że nowe idee rodzą się z wymiany myśli, doświadczeń i osiągnięć przedstawicieli różnych narodowości, kultur, wierzeń, stylów życia i przekonań. Bez tego nie tylko po wielokroć powielamy własne osiągnięcia, ale też błędy i pułapki myślowe.

Jedną z takich pułapek jest utożsamianie kształcenia kompetencji zatrudnieniowych ze szkoleniem zawodowym.

Dlaczego Rektorowi jednej z najlepszych uczelni w kraju słowo „zawód” kojarzy się „zawodówką”?

Przecież stara Europa i Stany Zjednoczone już od lat obserwują pogłębiające się zjawisko hiperspecjalizacji, która wymaga maksymalnie ukonkretnionych studiów w wąskich obszarach. Dlaczego, wobec powyższego, studia prawnicze w Polsce nie dość, że w pięcioletnim programie obejmują cały przekrój prawa, to jeszcze po ukończeniu nie dają ani zawodu ani specjalizacji?

W oparciu o hiperspecjalizację Komisja Europejska opracowała i opisała zestaw, tzw. kompetencji zatrudnieniowych (employability skills). Kompetencje zatrudnieniowe w takim samym stopniu dotyczą absolwenta szkoły zawodowej, jak studiów uniwersyteckich.

Opracowane przez Komisję Europejską raporty, dane i wytyczne są jak praktyczne przewodniki do powtórnego zweryfikowania zakresów i programów nauczania również na poziomie akademickim.

Nawiasem mówiąc – skoro zgodnie z deklaracjami – polskie uczelnie uczą kompetencji zatrudnieniowych, dlaczego (na przykład) tak niewielu Polaków zdaje arcytrudne testy rekrutacyjne (sprawdzające employability skills) do instytucji UE?

Najlepsze uczelnie wyższe w starej Europie aż tętnią życiem.

Na korytarzach mieszają się języki całego świata. Ludzie o różnych kolorach skóry, przekonaniach i wierzeniach współpracują ze sobą.

Polskie uczelnie są homogeniczne, zadowolone z siebie, często upolitycznione i mało otwarte na międzynarodowy dialog naukowy.

Ta homogeniczność to nasze przekleństwo. Dyskutujemy we własnym gronie, z reguły oczekując poklasku. Może, dlatego, pomimo że uczymy analiz i krytycznego myślenia, tak mało mamy osiągnięć innowacyjnych?

Może, dlatego jesteśmy narodem kopistów? Adaptujemy tylko cudze rozwiązania. Biernie podążamy za sukcesami innych nacji. Może już pora się otworzyć?

Szanowny Panie Rektorze

Edukacja to moja wielka pasja, która z żalem to stwierdzam, nie przerodziła się w zawód. Jestem dumna ze swojego polskiego wykształcenia i bardzo chciałabym, żeby polskie nazwisko nie kojarzyło się w Europie z zawodem hydraulika, pomywacza i sprzątaczki.

Marzę o tym, aby ambitny maturzysta i wszyscy utalentowani Polacy mogli robić międzynarodowe, liczące się kariery bez kompleksu niedouczenia i dyplomu z nikomu nieznanych, polskich uczelni.

Jestem przekonana, że aby to było możliwe uczelnie w kraju muszą zrezygnować ze swoich pseudo-misyjnych wizji i przekonań.

Muszą uczyć zgodnie z międzynarodowymi standardami i oczekiwaniami rynku pracy.

Zrezygnować z wiary w mit, że termin „konkretny zawód” dotyczy wyłącznie zawodów „robotniczych”.

Uczyć praktycznych umiejętności i kompetencji w ramach wąskich specjalizacji.

Przede wszystkim jednak – koniecznie – otworzyć się na świat nauki poza polskimi granicami.

O „bałamutnych argumentach”, do których odnosi się w wykładzie prof. Marcin Pałys pisałam tutaj:

Wykład inauguracyjny prof. Marcina Pałysa na UW