Monika Heleniak: Kto kogo i dlaczego obdziera z godności? (*)

Monika Heleniak: Kto kogo i dlaczego obdziera z godności? (*)

Koniec niechlubnej ery?

Kilka tygodni temu na opinię publiczną, jak grom z jasnego nieba spadła informacja dotycząca zmian zapowiadających koniec śmieciówek. Konkretnie po odcedzeniu i odlaniu górnolotnego i patetycznego charakteru wypowiedzi, wiemy że chodzi o oskładkowanie umów cywilnoprawnych. To w końcu bardzo wzniosły cel – godność człowieka, godność obywatela.

Od owego wystąpienia minęło już trochę czasu. Historia na pierwszy plan wystawiła nam inne wydarzenia z godnością w tle, za naszą wschodnią granicą. Na obecną chwilę trudno więc stwierdzić, czy wstępne oświadczenie premiera jest poważnym kamieniem węgielnym i przyniesie ze sobą zapowiadane zmiany, czy to tylko jedna z kolejnych obietnic przedwyborczych, które odejdą z czasem w zapomnienie. Wiemy jedno zmiany będą bardzo ostrożne.

Nie ważne który scenariusz zostanie wykorzystany, pewne jest jedno. Będą zadowoleni i pokrzywdzeni, głośno wykrzykując swoje opinie, najczęściej w internetowych komentarzach.

Z niepolitycznego punktu widzenia…

Tak się składa, że każde postanowienie dotyczące ogółu nie jest w stanie zadowolić 100 % zainteresowanych. O nadchodzących zmianach dopiero wspomniano, a już zostały one pochwalone i zlinczowane przez dwie nieśmiertelne grupy społeczne.

Pracownicy i pracodawcy, pracodawcy i pracownicy. Przysłuchując się tej odwiecznej dyskusji na temat upokorzenia pierwszych i pokrzywdzenia drugich, lub odwrotnie, przychodzi mi na myśl przysłowie: „O to cały ambaras, aby dwoje chciało na raz” – być w końcu zadowolonym z owoców, jakie przynosi stosunek pracy.

Czytając, słuchając i dyskutując o krzywdach, jakie niosą za sobą powyższe zmiany, bardzo poważnie zaczęłam się zastanawiać, kto w tym stosunku jest rzeczywiście obdarty z godności?

Analizując rzeczy sedno…

Po pierwsze dla tych, którzy opodatkowanie umów śmieciowych utożsamiają z ich likwidacją. Taka sytuacja jest wręcz niemożliwa. Zmiany, które są zaplanowane nie spowodują likwidacji umów cywilnoprawnych. Rezultat pt. od dziś pracujemy tylko na umowę o pracę, był by pierwszą cegiełką do załamania struktur rynku pracy. Poza tym, umowa zlecenie, czy o dzieło to niejednokrotnie jedyna szansa na pracę dla studentów lub przedstawicieli wolnych zawodów, freelancerów i artystów. Dlaczego? Daje szansę na ruchomy czas pracy, kształcenie i ewentualny skromny etat, oczywiście z zachowaniem zasad uczciwej konkurencji.

Z punktu widzenia chlebodawcy…

Po drugie, przechodząc do rzeczy, czemu pracodawcy, szczególnie właściciele małych, prywatnych firm niechętnie spoglądają na zapowiedziane zmiany? Teoretycznie miejsca pracy, które były by rozliczane tak jak w przypadku normalnej umowy o pracę, mogły by zyskać na atrakcyjności dla potencjalnego pracownika. Ochrona przez kodeks pracy, odprowadzane składki emerytalne, prawo do płatnego urlopu i pensja – nazwijmy ją „prawie godziwa”. W czym więc tkwi problem?

Przedsiębiorcy chórem zwracają uwagę na inne aspekty. Mianowicie, umowy cywilnoprawne są świetnym sposobem na sprawdzenie przyszłego pracownika, z którym firma planuje się związać. Poza tym spora część przedsiębiorstw, będąca na etapie startu i początkowego rozwoju boi się szczególnie finansowych inwestycji, przyjmując nowe osoby na podstawie umowy o pracę. Rynek jest niepewny, więc tak szybko jak udało się wznieść, można spaść. Reasumując, przedsiębiorczość i strach w jednej parze butów chodzą.

Z punktu śmieciobiorcy…

Po trzecie, czemu umowy cywilnoprawne są degradowane do kategorii śmiecia? Oczywiście częściej przez tych, którzy biorą zlecenie, niż je dają. Z pełną wyrozumiałością dla argumentów przedstawianych przez pracodawców, pracownik ma sporo racji, by czuć się kontenerem.

Można się zgodzić z poglądem świeżo upieczonego przedsiębiorcy, że jest niepewny bytu swojej firmy, więc boi się inwestować w kadrę. Oferuje więc umowę cywilnoprawną, dając do zrozumienia, że jeśli odnotuje hossę to zyska również zleceniobiorca. Jednak, dziwnym zbiegiem okoliczności, okazuje się często, że mimo tendencji wzrostowej zysków przedsiębiorcy, pracownik dostaje kolejne umowy zlecenia przedłużane o 3, lub nawet o jeden miesiąc. Cóż, nawet małżonkowie z kilkudziesięcioletnim stażem nie się w stanie do końca się poznać, więc o czym ja tu w ogóle piszę i czego wymagam.

Innym, osobiście najbardziej mnie bulwersującym aspektem jest ten sam scenariusz dedykowany przez korporacje, o mconougruntowanej pozycji na rynku z całkiem sporym kapitałem. Ta sama historia. Umowy przedłużane w nieskończoność. Szansa na zatrudnienie na podstawie umowy o pracę, zwykle pojawia się w momencie, gdy zdemotywowany nie tyle do pracy, co do życia pracownik otwarcie deklaruje odejście. Cóż, upominając się o awans jesteś taki bezużyteczny, ale gdy chcesz odejść, firma zaczyna Cię traktować bardzo poważnie, zwykle na dzień lub dwa, aż Ci przejdzie.

Rzut oka na rzeczywistość…

Po czwarte, nie bez powodu podstawowa różnica pomiędzy umową o prace, a cywilnoprawną tkwi w regulacji. W pierwszym przypadku kodeks pracy, pracownik i pracodawca, praca w pełnym wymiarze czasu pracy, listy obecności, grafiki, nieobecności gruntownie usprawiedliwione, osoba kierownika, któremu podlega pracownik.

W drugim, kodeks cywilny, zleceniodawca i zleceniobiorca, sześciogodzinny dzień pracy, brak grafików i innych list, możliwość niepojawienia się w pracy bez podanie konkretnej przyczyny, elastyczny czas pracy, brak bezpośredniego kierownika.

To przykładowe różnice, o których mówi teoria na papierze. W praktyce, w wielu korporacjach jak i w małych firmach, dzień pracy zleceniobiorcy i pracownika niczym się nie różni. Obowiązki są te same, jedynie w przypadku praw i pensji, to ten pierwszy ma mniej.

 

Pytam więc po raz kolejny: Kto, kogo i dlaczego obdziera z poczucia godności?


(*) Monika Heleniak - absolwentka wydziału administracji publicznej oraz zarządzania zasobami ludzkimi. Zajmuje się działalnością naukową (koła naukowe: europejskie, socjologii stosowanej i marketingu oraz zarządzania kadrami). Współtworzy i administruje fan page’e tematyczne m.in. strony rymszewicz.eu. Interesuje się zagadnieniami związanymi z HR, marketingiem, Public Relations, a także rozwojem osobistym.