Wystarczy być pozerem, żeby znaleźć pracę

Wystarczy być pozerem, żeby znaleźć pracę

rymszewicz.NaTemat.pl – 2014-03-16

Dlaczego mamy tak barbarzyńskie obyczaje rekrutacyjne i co gorsza – zupełnie nie jest nam wstyd?

Eryk Mistewicz, świetny skądinąd marketingowiec, popełnił ostatnio tekst pod wiele mówiącym tytułem „Śmierć CV”. (*)

O ile teksty p. Mistewicza czytam z przyjemnością, o tyle tym razem aż we mnie zawrzało. Najkrócej mówiąc poszło o zawartą w tekście tezę – „CV umarło, pracę znajdziesz dzięki gwiazdorzeniu i kolesiom”. Eryk Mistewicz, podczas rekrutacji do swojej firmy, zrezygnował z CV. W zamian poszukał „gwiazd sieci”.

Kto nam zepsuł rekrutacje?

W jednym zgadzam się z Autorem – po księgarskich półkach walają się tony powierzchownych, kiepsko napisanych, pięknie wydanych pseudo-naukowych pozycji w stylu „Jak znaleźć pracę w 10 dni?”. Powiem Wam szczerze, że o ile książki wielbię i szanuję, o tyle amerykańską myśl poradnikową bez zastanowienia oddałabym na przemiał.

Dlaczego? Otóż szkody, które wyrządzają są ogromne i trudne do naprawienia. Powszechnie czytane i, co gorsza, wdrażane w życie rozregulowały i skutecznie zepsuły polskie obyczaje rekrutacyjne.

Zgodnie z narodowym obyczajem – u nas wszyscy znają się na wszystkim. Pełno mamy samorodnych talentów medycznych, informatycznych, prawniczych i rzecz jasna – rekrutacyjnych.

Przydatność do pracy ocenia, kto może – od studentów, przez nieprzygotowane panie z działów płac, aż po właścicieli firm. Nikt się specjalnie nie troszczy ani o uczciwość, ani o rzetelne skale ocen. O eleganckim podejściu do kandydatów nawet nie wspomnę.

Wśród przyjmujących do pracy szerzy się totalny brak szacunku wobec kandydatów – nikt nie odpowiada na maile, nie informuje o losach aplikacji, nie dziękuje za odbytą rozmowę. O mailu z informacją zwrotną po rozmowie rekrutacyjnej można tylko pomarzyć.

Wobec tego – z czym mam problem? Otóż Autor w tekście bezkrytycznie powiela wszystkie kalki i schematy o czysto poradnikowym rodowodzie.

Eryk Mistewicz – Półka lektur w każdej księgarni – z reguły tłumaczenia poradników amerykańskich – naucza, jak CV pisać.

Przez 20 lat wolnego rynku poradnikowe mity rekrutacyjne zdążyły się na dobre rozpanoszyć i, w powszechnej świadomości, urosły do rangi jedynej wiedzy o zasadach poszukiwania i przyjmowania do pracy. Oto najpopularniejsze:

Mit 1 – CV nie może być dłuższe niż jedna strona maszynopisu.

Takie, zaskakujące opinie można usłyszeć i przeczytać wszędzie. Od szkoleń z pisania CV na uczelniach, przez oficjalne strony Agencji i portali rekrutacyjnych aż po (o zgrozo) – Urzędy Pracy.

Tymczasem, pomysł na jednostronicowe CV ma swoje źródła w czasach boomu gospodarczego końca lat 90-tych ubiegłego wieku. Ofert pracy w świecie zachodnim było tak dużo, że rekruterom wystarczał rzut oka, na to czy kandydat spełnia wymagania formalne i po prostu oferowano zatrudnienie.

Dzisiejsza, niczym nieuzasadniona, popularność jednostronicowego CV to nic innego jak dowód na lenistwo pracodawców, działów HR i samych rekruterów.

Amerykańskie poradniki i co gorzej przygotowani coache z zakresu Personal Branding’u rzadko pamiętają o tym, że CV „kroi” się na potrzeby stanowiska pracy.

To dość logiczne, że inaczej do pisania CV przygotuje się osoba bez doświadczenia, a inaczej zawodowiec, kilkanaście lat obecny na rynku pracy. Inne będzie CV osoby bezrobotnej, inne takiej, która zmienia zawód i branżę.

Mit 2 – rozsyłanie dziesiątek CV gwarantuje znalezienie pracy

Kolejna wiedza ludowa, która niewiele ma wspólnego ze stanem faktycznym. CV to rodzaj reklamy, a doświadczenie zawodowe i umiejętności – towar do zaoferowania. Jeśli wypuścisz na rynek zbyt dużo identycznego towaru, to jego cena spadnie, czyż nie? Podobnie jest z CV.

Zanim cokolwiek wyślesz – upewnij się, że po pierwsze spełniasz kryteria naboru (zgodnie z zasadą w 80%), po drugie – sprawdź czy CV dokładnie odpowiada na ofertę pracy.

Mit 3 – Aby przejść przez rekrutację wystarczy „pozytywna” mowa ciała i znajomość kilku technik negocjacji.

Nie rozumiem skąd u nas to ślepe uwielbienie wszystkich płytkich, amerykańskich pomysłów szkoleniowych? Gdyby sprawa nie była tak poważna, powiedziałabym że to groteska i absurd.

Te wszystkie wystudiowane miny i sztuczne gesty podczas rozmów. To „utrzymywanie kontaktu wzrokowego” – budzi we mnie grozę tym większą, że kiedy takiego „wystudiowanego” zapytać o fakty z CV – milknie nieprzygotowany.

Skóra mi cierpnie na myśl, że od końca lat 90-tych pracodawcy wychowani na amerykańskich poradnikach i szkoleniach dla handlowców, nieodmiennie szukają wygadanych, wystudiowanych gwiazd i gwiazdeczek w garniturach.

Pozwólcie, że przekornie zapytam – a gdzie jest praca dla cichych, małomównych, zdystansowanych, solidnych i pracowitych?

Eryk Mistewicz: „Nie znam nikogo, kto znalazłby pracę na podstawie CV”

Oczywiście, ma Pan pełne prawo przyjmować do pracy w swojej firmie kogo i jak się Panu podoba. Z wykorzystaniem CV lub bez niego.

Niebezpieczne jest tylko to, że publicznie dzieli się Pan tworzeniem patologii. W cywilizowanym świecie procesy rekrutacyjne są chronione procedurami i zasadami.

Do pracy przyjmuje się na podstawie standaryzowanego CV w formacie Europass lub tzw. formularzy aplikacyjnych opartych na tym samym wzorze.

Europass powstał w 2004 roku, z inicjatywy Komisji Europejskiej, właśnie po to, by wyeliminować z rynku pracy dowolność i niedokładność dostępnych formatów CV.

Europass wymusza pisanie prawdy. Na przykład – do najczęstszych przekłamań w CV dochodzi w sekcji „Znajomość języków obcych”. Co dokładnie oznacza, powszechnie zamieszczana przez kandydatów, informacja ‘’komunikatywna znajomość języka…”? To oznacza, że umiemy powiedzieć „yes” i „no”? Czy może coś więcej?

Jedyny poprawny opis poziomu znajomości języka w CV, to ten zgodny z kryteriami Rady Europy. Znajomość języka opisuje się według wzoru, od poziomu A1 (początkujący) do poziomu C2 (biegły). Każdy z poziomów jest drobiazgowo opisany – jakie kompetencje językowe ma osoba władająca językiem na poszczególnych poziomach.

Z CV Formatu Europass żartów nie ma – tu każda sekcja jest drobiazgowo opisana i opatrzona instrukcją wypełniania. Tu się nie da kłamać, ubarwiać ani opowiadać historii. Tu się nie da gwiazdorzyć ani marketingować. Tu widać wszystko jak na dłoni.

Dodajmy jeszcze, że kompletne dossier z użyciem Europass może osiągać nawet 20 i więcej stron maszynopisu. Prawdziwi rekruterzy te dokumentacje czytają, opisują, i przyjmują najlepszych.

CV umarło?

CV ma się dobrze. W świecie z cywilizowanymi systemami rekrutacyjnymi ma się świetnie. Tylko, że tam – pracodawcy i rekruterzy nie czerpią wiedzy o rekrutacjach z amerykańskich poradników. Jak ognia unikają „wystudiowanych gwiazd”. Podczas naboru uczciwie informują kandydatów, że są obserwowani (pan Mistewicz prowadził rekrutację „z ukrycia”, podszywając się pod towarzyskie rozmowy na portalach zawodowych).

Eryk Mistewicz nie ufa CV i boi się, że cierpliwy papier wszystko przyjmie. Przeniósł rekrutację do sieci i na moment zapomniał, że sieć jest jeszcze cierpliwsza niż papier. Sieć wszystko przyjmie, skutecznie pomiesza prawdę i fałsz, własność intelektualną i kradzież. Sieć jest niemożliwa do zweryfikowania. W sieci nic nie jest takie, jakie się wydaje. Rekrutacje również.

Eryk Mistewicz ufa marketingowi szeptanemu, czyli inaczej mówiąc – im więcej masz znajomych na FB i im więcej szumu wokół siebie robisz, tym większe masz szanse na pracę.

A jeśli, zamiast szumu wolisz solidność, terminowość i rozległą wiedzę zawodową? No cóż – w polskich realiach rekrutacyjnych, z celebryckimi kryteriami naboru – raczej nie masz szans.


Na marginesie – Przyznam się, że bardzo chciałabym wiedzieć czy udała się Panu ta „nowatorska” rekrutacja? Jaki ma Pan wskaźnik fluktuacji? Ile zatrudnionych przez Pana osób zostało w firmie dłużej niż sześć miesięcy?


Do poczytania: