Skok na kasę

Skok na kasę

rymszewicz.NaTemat.pl – 2014-03-30

Miesięczne zarobki posła Parlamentu Europejskiego wynoszą co najmniej 58 000 złotych. Po roku pracy Europoseł ma na koncie ponad 713 000 złotych. Kadencja wynosi 5 lat, więc mnożymy i mamy 4 000 000 złotych (*). Kto, z kandydujących, zasługuje na tak płatną pracę?

Co trzeba umieć, jakie mieć kompetencje, żeby zdobyć pracę z pensją sięgającą prawie sześćdziesięciu tysięcy złotych miesięcznie?

W normalnych warunkach rynkowych i według przyjętych zasad trzeba:

  1. Napisać perfekcyjne CV.
  2. Udowodnić, że wykształcenie i przygotowanie zawodowe pozwolą na sprawne wypełnianie obowiązków.
  3. Udowodnić, że poziom kompetencji i umiejętności zawodowych daje prawo do ubiegania się o pracę.
  4. Wykazać się nieposzlakowaną opinią i poszanowaniem prawa.
  5. Przejść przez wieloetapową rekrutację, która drobiazgowo sprawdzi kompetencje, umiejętności i cechy charakteru.

Może się wydawać, że w warunkach demokracji i wolnego rynku zasady obowiązują wszystkich. Otóż – obowiązują wszystkich. Nie obowiązują polityków. A tymczasem, nie ma specjalnej różnicy pomiędzy pracą polityka i przeciętnego obywatela. Podobnie jak, nie ma różnicy pomiędzy rekrutacją a wyborami. Podczas wyborów politycy aplikują o pracę, a wyborcy im tę pracę „dają”.

Zasadnicza różnica skupia się jednak na pewnym detalu. Skupia się na pytaniu – na jakich zasadach polityk zostaje dopuszczony do wyborów, czyli rekrutacji?

W realnym życiu odbywa się to na podstawie CV, a w polityce?

Kiedy przyglądam się listom do PE nie mogę oprzeć się wrażeniu, że dobór niektórych nazwisk nie ma nic wspólnego z analizą kompetencji i doświadczenia ani tym bardziej – ze zdrowym, rozsądkiem. Wśród proponowanych kandydatur do pracy w środowisku międzynarodowym są tacy, których edukacja skończyła się na etapie matury.

Może ze wstydu, tak trudno jest znaleźć w sieci pełne CV polityków? Łatwo zobaczyć sfotoszopowane strony osobiste i laurkowate życiorysy w Wikipedii. Żadnych informacji o kompetencjach zatrudnieniowych, uprawnieniach, poziomach znajomości języków obcych.

A przecież, ta ostatnia umiejętność powinna być podstawowym kryterium dla wszystkich wybierających się do pracy w międzynarodowym, brukselskim tyglu.

Polscy politycy i kandydaci zachowują się tak, jakby prestiżowa praca w PE należała się im za to, że są. Żadna z partii nie pokusiła się nawet o próbę uzasadnienia wyboru konkretnych nazwisk.

Jako wyborca, chciałabym wiedzieć – co kandydat umie, jakie ma wykształcenie? Czy zna języki? I wreszcie – czym zajmie się podczas pięciu lat kadencji?

Niestety, w polskich warunkach wybory do Europarlamentu wyglądają jak nagroda za polityczną wierność, skuteczna kryjówka kolegów w kłopotach lub jak szansa finansowego ustawienia się na resztę życia.

Co polityk umieć musi?

W 2012 roku City University London rozpoczął badania, które w Polsce są nie do pomyślenia.

Anglicy zadali sobie sporo trudu. Opracowali i opisali zestaw kompetencji niezbędnych do tego, by polityk mógł być dopuszczony do pracy na rzecz kraju.

Jakby już sam pomysł nie był rewolucyjny, Brytyjczycy postanowili jeszcze – zaaplikować metodologie rekrutacyjne podczas dobierania kandydatów do aktywności politycznej.

Głównym założeniem badań była następująca myśl: politycy mają władzę decydowania o losach narodów. Zanim naród dopuści ich do pracy musi wiedzieć czy mają kompetencje, umiejętności i wykształcenie, aby tę pracę wykonywać bez szkody dla kraju.

Nawiasem mówiąc – już w 2003 roku brytyjska Electoral Commision postulowała pełną jawność, jasność i publiczne uzasadnianie, na jakich zasadach partie wysuwają kandydatury w poszczególnych wyborach.

Po burzliwej dyskusji, badacze opracowali sześć kompetencji zawodowych, obowiązujących każdego polityka:

  1. Kompetencje związane z komunikacją międzyludzką – umiejętność jasnego formułowania myśli w mowie i piśmie, umiejętność przemawiania i wystąpień publicznych, umiejętność skupiania uwagi różnych grup odbiorców, w różnych kontekstach medialnych.
  2. Wysoka inteligencja poznawcza – zdolność do kojarzenia faktów, umiejętność szybkiego uczenia się, umiejętność ustanawiania priorytetów i przekładania idei na zadania i cele.
  3. Wysoka inteligencja emocjonalna – wykazywanie się autentyczną empatią, tolerancją, szacunkiem i zrozumieniem różnic między ludźmi. Wzbudzanie zaufania i przystępność emocjonalna.
  4. Zdolność do inspirowania, motywowania i zarządzania.
  5. Tzw. emotional resilience – stabilność emocjonalna i psychologiczna, odporność na stres, presję, krytykę i gwałtownie zmieniające się warunki pracy.
  6. Lojalność wobec partii, współpracowników, kolegów. Niezmienność przekonań politycznych. Zdolność do trwałego pozostawania w obrębie raz wybranej opcji politycznej.

W Polsce, drobiazgowe sprawdzanie kompetencji zawodowych polityków powinno być szczególnie ważne. Zachód ma przecież, długą tradycję prestiżowych szkół kształcących polityków i administrację publiczną (francuska ENA, angielski London School of Economics and Political Science; Harvard, Yale i wreszcie słynny College of Europe w Brugii).

Ten ostatni ma też siedzibę w Natolinie i tak się zastanawiam – które ze znanych nazwisk może pochwalić się dyplomem tej słynnej uczelni?

Politykom i Europarlamentarzystom raczej nie brakuje środków finansowych na ekskluzywne wykształcenie. Brakuje za to, najwyraźniej, woli uczenia się i pracowitości.

Hordy kandydatów tak ochoczo drepczących do Brukseli i Strasburga nie zastanawiają się nad swoimi kompetencjami, poziomem wykształcenia i znajomością języków. Skupiają się na przyjemnej wizji pięciu lat pod ochroną immunitetu, braku odpowiedzialności za podejmowane decyzje i kosmicznych apanaży.

Demokracja jest przereklamowana…

… mawia cyniczny geniusz strategii, polityk Frank Underwood. I coś w tym jest. Jeśli istotą demokracji jest poszanowanie woli większości, to problemy zaczynają się tam, gdzie większość wybiera źle lub – z braku wyboru – wybiera mniejsze zło. Tak kończy się demokracja. Tak zaczyna się dyktatura przeciętniactwa.

Chcę wierzyć, że na listach wyborczych znajdę kandydatów, których mogę podziwiać. Takich, którzy świetnie opłacani, w moim imieniu, zdecydują o losach Polski i Europy.

Na listach wyborczych chcę widzieć wykształconych, obytych w świecie, kompetentnych i godnych szacunku. Nie chcę – celebrytów, modelek Playboya, sportowców, oszołomów i skłóconych z prawem.

Rzucam wyzwanie partiom politycznym. Która z formacji zadeklaruje, że dla swoich kandydatów urządzi profesjonalne Centrum Badania Kompetencji Zawodowych Polityków i Kandydatów na Polityków?

Organizacja projektu jest (dla specjalisty) bajecznie prosta – opisać kompetencje, zaprojektować testy i zadania, napisać raporty imienne – i gotowe.

Która z partii podejmie wyzwanie? Która się nie wstydzi?

 


(*) Miesięczne dochody Europosła wynoszą (kwoty brutto w euro) – pensja podstawowa 7 956,07 euro + refundacja wydatków na utrzymanie biura 4 299 euro + obecność na sesjach plenarnych ( średnio 12 sesji miesięcznie 304 euro za każdą), co daje 15 903,87 euro każdego miesiąca.


Do poczytania:

Why democracy is overrated? Samuel Brittan Speech, Cambridge March 2009

Blog Anny Dryjańskiej z informacjami o osiągnięciach i wpadkach Europosłów plus porady na kogo warto głosować.

Guide to the European Parliament

Strona Parlamentu Europejskiego

Jak wybrać ścieżkę kariery?

Facebook comments:

comments