Krótka historia o przerośniętym ego

Krótka historia o przerośniętym ego

rymszewicz.NaTemat.pl – 2014-09-14

Opowieść o tym jak jeden komentarz w Social Media nieomal doprowadził do kryzysu wizerunkowego firmy, zerwania międzynarodowych negocjacji, międzynarodowego kryzysu dyplomatycznego i raz na zawsze pogrzebał czyjeś szanse na karierę.

Zacznijmy od zagadki

Na popularnym, międzynarodowym portalu zawodowym Linkedin, podczas dyskusji o możliwościach sprzedaży mistrali do Polski, pojawił się pewien skandalizujący komentarz. Jak sądzicie – kto jest jego autorem? Minister, dyrektor resortu w ministerstwie? A może sam prezes DCNS – korporacji, która produkuje mistrale?

„Polska jest rynkiem o małym znaczeniu. Mamy do zawarcia trzy, może 4 kontrakty, zresztą tylko na Scorpène (nawet nie na Barracuda; takim nowicjuszom upchniemy zwyczajne łodzie podwodne ofensywne, chyba tylko z napędem Diesla, czyli przestarzały model w stosunku do naszej nowej serii), podczas gdy naprawdę poważna sprawa to Mark 3 dla Arabii Saudyjskiej – w tej sprawie nie pozwolimy sobie na niezrealizowanie dostawy.

Lepiej mieć chłodne stosunki z Polską, ale nadal sprzedawać reszcie świata czyli do Malezji, Egiptu, Maroka itd.

Zresztą nie wyobrażam sobie, żeby jakaś tam Polska mogła sobie pozwolić na bojkotowanie jednego z dwóch największych mocarstw w Unii Europejskiej. Jeśli jacyś „intelektualiści” są sfrustrowani, to tym niech im będzie, ale to nie oni wydają pieniądze.
Mówię tylko we własnym imieniu.”

Rozwiązanie?

Nie będę Was dłużej, Drodzy Czytelnicy, trzymać w niepewności. Autorem powyższej, skandalizującej wypowiedzi jest….. 23-letni praktykant (już niezwiązany z firmą DCNS) niejaki Jill Galland.

Jill Galland reklamował się na Linkedin jako szef wydziału (Head of Industrial Department – Business Developer & Financial Analysts, zatrudniony w DCNS).

Internauci szybko zweryfikowali informacje z profilu i okazało się, że Pan (z wyraźnie przerośniętym ego) był zaledwie praktykantem luźno powiązanym z firmą.

Cytowana wypowiedź tak podburzyła sieć, że portal
wgospodarce.pl przeprowadził i opublikował rozmowę z Emmanuelem Gaudezem, szefem działu Public Relations DCNS.

Z wywiadu wynika, że lekkomyślny praktykant nie pracuje w DCNS i nie ma żadnych uprawnień do wypowiadania się bez zgody Grupy.

W międzyczasie, krewki młodzian skasował swój profil na Linkedin i pisemnie groził procesem sądowym portalowi wgospodarce.pl za „głoszenie nieprawdy” na jego temat.

Trudno jest orzec czy cała awantura jest jedynie wynikiem gigantomanii i mitomanii 23-letniego dzieciaka, czy może jest rodzajem jakieś politycznej podpuchy?

Faktem jest, że profil Gallanda na Linkedin istniał naprawdę i że zawierał nieprawdziwe dane zawodowe (najpierw zmienione, potem usunięte). Faktem jest również, że tak lekceważąca i arogancka wypowiedź w sytuacji politycznej, w jakiej znajduje się Europa jest dowodem bezgranicznej głupoty młodego Francuza.

Znajomi, z którymi rozmawiałam o całej sprawie zwrócili mi uwagę, że metody dezinformacji w realiach świata cyfrowego stają się coraz bardziej wyrafinowane i subtelne i kto wie – być może nie jest to zwykły wyskok praktykanta z przerostem ambicji, ale działanie obcych wywiadów?

Siła własnej marki

Jak zwał, tak zwał cała historia jest świetnym przykładem na to, jak brak dyskrecji, umiaru i kultury osobistej w sieci może wpłynąć na nasze losy zawodowe. Raz stracona reputacja, nazwisko i dobra opinia nie daje się łatwo odbudować.

Wpadka Gallanda pozornie zniknęła z sieci. W rzeczywistości żyje – dyskretnie przechowywana w pamięci wyszukiwarek i po wsze czasy będzie dostępna użytkownikom sieci.

Z trudem mogę sobie wyobrazić, że po śledztwie deklarowanym przed grupę DCNS, Galland kiedykolwiek dostanie pracę w sektorze obronnym, instytucjach publicznych czy nawet korporacjach. Jeśli francuscy rekruterzy przyłożą się do pracy i starannie zweryfikują każdą kandydaturę Gallanda – jego szanse na zatrudnienie w najbliższych latach są bliskie zera.

Nawiasem mówiąc – czy potraficie wyobrazić sobie jak zaskoczona i zdezorientowana musiała być DCNS? Jak bezmyślny komentarz praktykanta wpłynął na jej wizerunek w trakcie planowanych przetargów na dostawy broni do Polski.

Doktor Monika Kaczmarek-Śliwińska (wykładowca akademicki, specjalista zarządzania kryzysowego i PR) tak skomentowała wpadkę Gallanda:


„Zaistniałe zdarzenie ma kilka wątków, ale z punktu widzenia firmy DCNS najważniejszym wydaje się być zagrożenie związane z niefrasobliwością, brakiem odpowiedzialności lub też celowym i świadomym działaniem na szkodę. Stąd tak istotnym jest posiadanie przez firmę „Social Media Policy”, czyli zbioru zasad i wytycznych dla pracowników odnośnie aktywności w Internecie, których zadaniem jest ochrona wizerunku i reputacji firmy. Należy pamiętać, że firma postrzegana jest nie tylko przez swoją działalność, ale także przez aktywność osób reprezentujących ją. Dlatego należy monitorować Internet, konsekwentnie egzekwować zachowania minimalizujące ryzyko wystąpienia sytuacji kryzysowej, a w przypadku pojawienia się niepokojących symptomów reagować, tak jak zrobiła to DCNS.”

Podsumowując

Praktykant z przerośniętym ego czuje się niedowartościowany i żeby poprawić sobie nastrój, zakłada bombastyczny profil na portalu biznesowym. Ponosi go fantazja i opierając się na prestiżu firmy, z którą jest tymczasowo związany, wygłasza skandalizujący, polityczny komentarz.

Lekkomyślność wieku niedojrzałego to jak się okazuje wielka siła. Opublikowany tekst (w niesprzyjających okolicznościach) może doprowadzić nie tylko do kryzysu wizerunkowego Bogu Ducha winnej firmy, załamania międzynarodowych negocjacji, kryzysu dyplomatycznego i co najważniejsze dla zainteresowanego – raz na zawsze pogrzebać szansę na dobrą, ambitną pracę. Ot taka młodzieńcza fantazja.

Jaki wniosek płynie z powyższej historii?

Otóż – nigdy nie lekceważcie potęgi Personal Branding’u i zarządzania własną marką zawodową!