Zarobki klasy próżniaczej

Zarobki klasy próżniaczej

rymszewicz.NaTemat.pl – 2014-09-14

Czy “ … jeżeli szef rządu 37-milionowego państwa zarabia 15 tysięcy, szef byle firmy 50 tysięcy, a szef banku 200 tysięcy złotych miesięcznie to jasno widać, że mamy do czynienia z paranoją”?(*)

Nieco ponad tydzień temu przez media przetoczyła się burzliwa dyskusja o tym, czy zawrotna kwota odprawy dla Marii Wasiak i potencjalne niebotyczne zarobki Igora Ostachowicza są uzasadnione, czy może – nie.

Przeciętny Polak na astronomiczne kwoty odpraw i ministerialnych wynagrodzeń reaguje lekkim zawrotem głowy i całkiem nielekkim szokiem, gdy dwoje wybitnych dziennikarzy (Dominika Wielowieyska i Jacek Żakowski) postuluje podwyżki zarobków dla polityków.

Jacek Żakowski w „Poranku” radia Tok FM poszedł jeszcze dalej i wysnuł tezę, że specjalistów zatrudnionych w rządzie należy wynagradzać zgodnie ze standardami przyjętymi w biznesie.

Zasadność słusznego, skądinąd, postulatu rozbija się o jedną subtelność. Subtelność, którą łatwo przeoczyć, jeśli pójść zbyt uproszczonym schematem myślenia.

Biznes kasa

Na wysokość zarobków pracowników korporacji i firm prywatnych składa się nie tylko perfekcyjne CV (wykształcenie, doświadczenie i kompetencje), ale również jakość pracy i (przede wszystkim) ponoszenie pełnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje i efekty pracy.

Nowocześnie zarządzana firma nie może obejść się bez kontroli jakości i pracowniczej odpowiedzialności za wykonywaną pracę. Służą do tego specjalne systemy, potocznie nazywane SOP-ami (System Ocen Pracowniczych). Najprościej mówiąc – każdy SOP to spójny system procedur, zasad i kryteriów oceny, którym podlegają wszyscy pracownicy. Średnio raz w roku odbywają skrajnie stresującą rozmowę o tym jak sprawują się w pracy i co sądzą o nich przełożeni.

Jeśli w okresie oceniania pracownikowi zdarzył się błąd, wpadka, zła decyzja lub spadek aktywności w pracy, to SOP natychmiast to wyłapie i ukarze (np. brakiem premii) wprost proporcjonalnie do rangi przewin.

Dodajmy, że każdy SOP pełni również funkcję strażnika i jasno określa ilość wpadek i błędów, których może dopuścić się pracownik. Dzięki SOP’om dokładnie wiadomo za co można dostać karę i stracić pracę. Przeciętnego pracownika korporacji i firmy prywatnej nikt nie pyta o przyczyny błędów w pracy. Pomyłek i złych decyzji ma nie być i kropka. Dlaczego nikt nie rozlicza polityków i ministrów z błędów popełnianych w pracy? Dlaczego ich jakość pracy i poziom decyzji pozostaje poza oceną i kontrolą?

Przy tak postawionych pytaniach aż ciśnie się na usta kilka kolejnych, niewygodnych kwestii do wyjaśnienia.

Na przykład:

  1. Czy ktoś ocenił pracę pewnego Ministra, który wprowadzając szereg nieudanych reform naraził na szwank zdrowie i życie tysięcy Polaków, skazanych na państwową służbę zdrowia? Czy ktoś rozliczył Wspomnianego z corocznych kłopotów z listami leków refundowanych? Czy ktoś ukarał za gigantyczne kolejki do lekarzy, czekanie na operację zaćmy, póki się nie oślepnie i śmierć dzieci nieprzyjętych do lekarzy?
  2. Kto ukarze za błąd w pracy Ministra, który przez „niedopatrzenie” w obowiązku terminowego opublikowania ustawy naraził budżet na stratę ponad 3 miliardów złotych? Dla kontrastu – kasjerka w supermarkecie, która przez niedopatrzenie nie zeskanuje batonika za złotówkę straci pracę w trybie dyscyplinarnym. Co stanie się z Ministrem?
  3. Kto ocenił pracę polityków, którzy wikłając kraj w obcy konflikt militarny narazili Polaków na niepotrzebne ryzyko bezpieczeństwa gazowego i gigantyczne straty w rolnictwie?
  4. Kto ocenił pracę pewnej Minister, która w chaosie i pośpiechu wprowadziła do obiegu marny podręcznik i narzuciła szkołom rozwiązania niedopracowane merytorycznie?
  5. Czy kiedykolwiek rozliczono polityków z błędnych decyzji, pomyłek i braku kompetencji?
  6. Dlaczego wymiana kiepskich ministrów dokonuje się tylko i wyłącznie po spektakularnych wpadkach medialnych?
  7. Dlaczego błędy decyzyjne, za które płacą miliony Polaków, politykom uchodzą na sucho?

„Paranoja polskiego skąpstwa, populizmu i tabloidyzacji”?

Jeśli więc mamy pokusę przykładania biznesowych ram do wynagradzania polityków, ministrów i wyższych rangą urzędników państwowych, to z automatu przenieśmy też zasadę imiennej odpowiedzialności za nietrafione decyzje i wpadki zawodowe.

Zróbmy tak tym bardziej, że błąd popełniony przez pracownika korporacji w najgorszym wypadku narazi firmę na straty. Błąd popełniony przez ministra lub polityka w niesprzyjających okolicznościach narazi bezpieczeństwo i sprawność działania państwa.

We wspomnianym już „Poranku” Jacek Żakowski (absolutny mistrz w swoim fachu) wydał werdykt, że szum wokół zarobków proponowanych Ostachowiczowi to „paranoja polskiego skąpstwa, populizmu i tabloidyzacji”.

Zgoda, ale tylko z tym, że ogarnął nas populizm. Co do reszty – śmiem wątpić. Myślę, że szum wokół astronomicznych kwot dla byłego ministra to zjawisko poważne i niebezpieczne. Ten szum to zaledwie pierwsze groźne pomruki społecznego niezadowolenia i zwątpienia w polityków, ich kwalifikacje, odpowiedzialność i sumienność w pracy,

Ten szum to zapowiedź zwątpienia w system, w którym sukces zawodowy staje się niemożliwy bez wysokich koneksji. Zwątpienie w system, w którym kwalifikacje i sumienność w pracy są tylko miłym dodatkiem do kolegów na stanowiskach.

Za głosami niezadowolenia stoją tysiące bezrobotnych, źle opłacanych absolwentów polskich uczelni, którym z lenistwa i nieodpowiedzialności wmawia się, że rolą studiów wyższych jest iluzoryczne „otwieranie głów”, zamiast solidne przygotowanie do brutalnego rynku pracy.

Pomruki pochodzą od bezrobotnych kobiet po czterdziestce, których pracodawcy nie chcą zatrudniać, „bo są za stare”. Za niezadowoleniem stoją rzesze pięćdziesięciolatków bez szans na pracę, bo pracodawcy wolą zatrudniać młodych na umowach śmieciowych.

Odważę się i powiem – horrendalne zarobki i wielotysięczne odprawy na stanowiskach powiązanych z rządem są mocno dwuznaczne, budzą niechęć nawet u tych, którzy obecnemu i byłemu rządowi sprzyjają. Niebezpiecznie zbliżamy się do granic społecznej cierpliwości.

Trudno, pominąć milczeniem miliony wydawane na „specjalistów”, w kraju, w którym dla oszczędności oferuje się dzieciom niedorobione podręczniki, wciska śmieciową edukację wyższą, obcina dotacje na leki i spokojnie pozwala się obywatelom umrzeć w oczekiwaniu na wizytę u lekarza.

Czy Premier RP i Ministrowie zarabiają za mało? Odpowiedź brzmi – poziom zarobków polskich ministrów, parlamentarzystów i polityków jest wprost proporcjonalny do poziomu odpowiedzialności za jakość i efekty pracy, którą wykonują.

(*) Dominika Wielowieyska o zarobkach ministrów i parlamentarzystów.

Do poczytania: