Bunty „bezzębnych” muzułmanów

Bunty „bezzębnych” muzułmanów

rymszewicz.NaTemat.pl – 2015-01-18

Muzułmańscy obywatele Europy to potężna siła. W samej Francji mieszka ich ponad 6 milionów. W maleńkiej Belgii – 650 tysięcy. W Holandii – 925 tysięcy. Trudno ich nie zauważyć i nie liczyć się z prawie dwudziestomilionową populacją rozsianą po całej Europie. Do roku 2025 pomijanie społecznej roli muzułmanów będzie jeszcze trudniejsze, szacuje się, że w najbliższych latach rzesza europejskich wyznawców Allaha zwiększy się do czterdziestu milionów.

Według danych raportu: “Muslims in Europe. A Report on 11 EU Cities” większość muzułmańskiej społeczności mieszka w ubogich gettach na przedmieściach dużych miast. Najliczniejsze są te zamieszkałe w Marsylii, Paryżu, Brukseli, Amsterdamie, Antwerpii i Kolonii. Prawie połowa europejskich muzułmanów czuje się obywatelami Europy – w pełni zintegrowanymi, płynnie mówiącymi w języku nowego kraju.

Niestety, z reguły, nad potrzebą integracji przeważa przymus przynależności religijnej. Wspólnota przekonań ma dla europejskich muzułmanów większe znaczenie niż wspólnota języka lub kultury. A to oznacza izolację, której najpoważniejszym skutkiem jest silnie zakorzenione poczucie lojalności wobec społeczności lokalnych i najbliższych sąsiadów.

Pomimo niemal 50 lat doświadczeń (największa fala emigracji przypadła na lata 60 ubiegłego wieku) zamożne rządy państw starej Europy popełniają wciąż takie same, podstawowe błędy. Na nic zdają się wyjaśnienia socjologów – najskuteczniejszym narzędziem każdej integracji jest nieograniczony dostęp do edukacji, pracy i nieograniczone przenikanie kultur. Nie ma innej drogi do budowania wzajemnego zaufania.

Błąd pierwszy – polityczna siła chusty na głowie

Belgijska sieć sklepów Hema zatrudniła, jako sprzedawczynię (na czas określony), 21-letnią muzułmankę. Po licznych skargach klientów, kierownik sklepu polecił dziewczynie zdjąć hidżab. Jej kategoryczna odmowa stała się podstawą do zwolnienia. Sieć argumentowała, że noszenie w pracy widocznych symboli przynależności religijnej kłóci się z wizerunkiem firmy neutralnej światopoglądowo i przyjaznej klientom (niezależnie od koloru skóry i przekonań religijnych). Do sprawy szybko włączyła się organizacja pozarządowa – Centre for Equal Opportunities and Opposition to Racism i pomogła dziewczynie wszcząć proces przeciwko byłemu pracodawcy.

W styczniu ubiegłego roku, belgijski sąd pracy orzekł na korzyść skarżącej i zasądził kwotę
9. 000 euro, jako równowartość półrocznych zarobków. Sąd argumentował, że sieć nie miała wdrożonych procedur dotyczących manifestowania przekonań religijnych, a fakt noszenia chusty nie jest wystarczającym powodem do zwolnienia.

Sprawę komentowały wszystkie liczące się media w Europie zachodniej. Na szumie medialnym najbardziej skorzystało zaangażowane w sprawę Centrum i politycy skrajnej prawicy. Ci ostatni dostali do ręki jeszcze jeden argument do walki z ekspansją Islamu w Europie.

O politycznej sile rażenia chust (od hidżabu przez nikab aż po burkę i szajlę) najlepiej przekonała się Francja. W kwietniu 2011 roku ówczesny prezydent Nicolas Sarkozy wprowadził zakaz noszenia przez kobiety chust zasłaniających twarz. Wyjście na ulice francuskich miast w burce oznacza mandat w wysokości 150 euro. Nakłanianie kobiet do noszenia zasłoniętej twarzy grozi karą w wysokości 30 tysięcy euro.

W lutym 2014 roku, Europejski Trybunał Praw Człowieka utrzymał w mocy francuskie zarządzenia. Skargę złożyła obywatelka Francji dowodząc, że zakaz zasłaniania twarzy godzi w jej prawo do wolności przekonań i kultywowania religii.

Niestety, rewolucyjne uregulowania prawne pozostają bezsilne wobec życia. Krótko po wprowadzeniu nowego prawa, w Marsylii doszło do brutalnego pobicia kierowcy autobusu, który odmówił przejazdu kobiecie w burce. W odpowiedzi, mężczyznę zmasakrowali muzułmańscy pasażerowie. Głośno przy tym krzyczeli, że nie tolerują rasizmu. Sprawców nigdy nie ujęto.

Najbardziej szokująca jest jednak postawa naczelnika transportu miejskiego, który oświadczył, że reakcja kierowcy była … niewłaściwa i że całym sercem staje po stronie kobiety. Naczelnik nazywał się Karim Zéribi. Muzułmanin. Za przytoczoną wypowiedź nie spotkały go żadne konsekwencje służbowe.

Brak spójności w orzeczeniach sądowych i podejściu do manifestowania przekonań religijnych to jeden z najpoważniejszych błędów popełnianych przez niepewne rządy zachodniej Europy. Przeciętny obywatel może poczuć się nieco zdezorientowany – bronimy wolności przekonań czy europejskiej tożsamości? Wymagamy od przybyszy ze wschodu przyjęcia europejskich zasad i norm czy pozwalamy im wprowadzać własne prawa?

Błąd drugi – Brak pracy i paskudne powody polityczne

Sadek jest muzułmaninem. Ma 32 lata. Mieszka w Saint Denis – na północ od Paryża. Miasteczko słynie z przepięknej katedry z odrestaurowanymi grobami władców Francji. Turyści rzadko tu zaglądają. Jeśli już, to zwiedzą katedrę, ominą wzrokiem zniszczone ulice i odrapane emigranckie kamienice.

Sadek jest najstarszym synem i wielką dumą ojca. Dzięki wyrzeczeniom i wsparciu całej rodziny skończył studia na pierwszoligowej paryskiej uczelni. Zna języki, a mimo to nie może znaleźć pracy. „Moim przekleństwem jest imię, nazwisko i kolor skóry. Jedyna praca, na którą mogę liczyć to telemarketing, a ja chciałbym więcej.”

Statystyki nie potwierdzą słów Sadeka. We Francji nie wolno podawać danych związanych z religią i wyznaniem.

Zmieniające się ekipy francuskich rządów, niezależnie od opcji politycznej, podkreślają konieczność integracji środowisk emigranckich. Te z kolei reagują na polityczne deklaracje z niemym pobłażaniem i całkiem jawną niechęcią. „Przecież młodzi muzułmanie są Francuzami, urodzonymi we Francji. Dlaczego mają się integrować? Nie są emigrantami, a nie ma dla nich pracy” – oburza się Samia Amara w jednym z wywiadów udzielonych BBC.

Drzwi są zamknięte, kiedy jesteś Arabem” – dodaje Yazid Sabeg francuski pisarz i biznesmen – Większość młodych brutalnie się o tym przekonuje, kiedy próbują wejść do modnych, paryskich klubów. Najczęstszą reakcją bramkarzy jest krótkie „Nie wejdziesz. Nie dyskutuj, bo wezwiemy policję!”. Ile takich upokorzeń zniesie młody człowiek zanim pojawi się nienawiść do „białych” Francuzów?

Profesor Tariq Madood (dyrektor brytyjskiego Centre for the Study of Ethnicity and Citizenship at Bristol University) w reportażu BBC o bezrobociu wśród muzułmańskiej młodzieży powiedział:

„Kiedy [młodzi muzułmanie] nie mogą znaleźć pracy, angażują się w sprzedaż narkotyków, grupy przestępcze i rzecz jasna są bardziej podatni na paskudne wpływy polityczne.”
Wbrew pozorom, tezę o niepokojącym wpływie groźnych idei dość łatwo można uzasadnić. Z badań wynika, że jeden na sześciu obywateli Francji sympatyzuje z ISIS – militarną grupą popierającą państwo islamskie.

Francuska dziennikarka, Anne-Elizabeth Moutet, (Newsweek World, sierpień 2014) wyjaśnia, że zaplecze ideologiczne ISIS jest bliskie francuskim, bezrobotnym muzułmanom. „W środowiskach, gdzie bezrobocie wynosi ponad 40% jedyną atrakcją jest przykucie się do fotela i bezwładne poddanie propagandzie nienawiści.”

Błąd trzeci – absurdalna poprawność polityczna

W sierpniu 2014 roku, w Antwerpii, drugim, co do wielkości mieście Belgii, otwarto pierwszy w Europie sąd z prawem szariatu. Nie obowiązuje w nim belgijskie prawo. Sąd ma orzekać w sprawach rodzinnych – prawach do zawierania małżeństw, rozwodach, prawach do opieki nad dziećmi.

Potężna belgijska organizacja Sharia4Belgium otwarcie uprzedza, że zamierza wprowadzić w Belgii prawo szariatu, jako jedynie obowiązujące (również dla wyznawców innych religii i osób niewierzących). Wspomniana organizacja wsławiła się, między innymi, groźbą wysadzenia Atomium – symbolu Brukseli i obietnicami rozpoczęcia Świętej Wojny.

Na próżno zadawać pytania – kto i dlaczego zezwolił na otwarcie sądu szariackiego? Jedna z możliwych odpowiedzi głosi, że organizacja wspomaga finansowo liczącą się partię polityczną.

Skrajnym absurdem trąci historia z francuskojęzycznej Walonii. W marcu ubiegłego roku oficjalnie ogłoszono, że Walonia zmienia dotychczasowe nazwy ferii szkolnych związanych z obchodami świąt katolickich. Jako przyczynę podano konieczność zmiany nazw tak, by nie wprowadzać do przestrzeni publicznej skojarzeń z jedną dominującą religią. I tak – od marca ubiegłego roku – przerwa znana, jako „dni wszystkich świętych”, ma nazwę “przerwa jesienna”; wakacje bożonarodzeniowe to od teraz „przerwa zimowa”; wakacje wielkanocne to „przerwa wiosenna”.

Tuż po wprowadzonych zmianach, media francuskojęzyczne (zazwyczaj tak przychylne wyprowadzaniu religii z przestrzeni publicznej), nazwały walońską akcję „dechrystianizacją”, uleganiem naciskom potężnego lobby muzułmańskiego, zacieraniem skompromitowanego katolicyzmu i przygotowywaniem przestrzeni dla rosnącej w siłę religii islamskiej.

Gdyby na chwilę zapomnieć o powszechnie obowiązującej regule poprawności politycznej, to można dojść do zaskakujących wniosków.

Muzułmanie pojawili się w Europie na „zaproszenie” zachodnich rządów. W latach 60-tych przybyli, jako tania siła robocza, niezbędna do odbudowy zniszczonej wojną Europy. Następna fala emigracji z krajów muzułmańskich to lata 90-te i powszechne wówczas wystąpienia z prośbą o azyle polityczne.

Francuscy muzułmanie przyjechali w latach 50-tych w ramach trwającej dekolonizacji i w latach 70-tych w ramach polityki rządu nazwanej ‚regroupement familiale’. Przyjmowano wówczas rodziny robotników z byłych kolonii.

Zachodnie rządy nie lubią przyznawać się do popełnionych wówczas błędów, podobnie jak nie lubią kaca moralnego, który dokucza im od czasów kolonizacji. Nie sposób pozbyć się wrażenia, że to właśnie zadawnione poczucie winy tak paraliżuje działania prominentnych, europejskich polityków.

Ponieważ ekip rządzących, obezwładnionych polityczną poprawnością, nie stać na zdecydowane działania, z radością przyjmują kontrowersyjną prasę w stylu Charlie Hebdo. O stosunku zamożnych, zasiedziałych Francuzów do emigrantów i ubogich warstw społeczeństwa najlepiej świadczy brzydki epitet, którym nieoficjalnie posługuje się urzędujący prezydent Francji. O ubogich mówi – „bezzębni”.

Pogarda (tak dobitnie wyrażona przez Hollanda i wielokrotnie powielana przez redakcję Charlie Hebdo), brak tolerancji to najpoważniejsze błędy popełniane przez znanych z arogancji Francuzów i inne bogate państwa Zachodu.

Demokracja i wolność słowa nie oznacza przecież szerzenia ksenofobii. Tym bardziej, że mieszkańcom ubogich przedmieść Marsylii, Kolonii lub Brukseli często nie zostało nic poza wiarą w wyznawane wartości. Na pełną integrację, dialog i szacunek póki co, nie mają szans.

Dane statystyczne pochodzą z raportów:

  • Muslims in Europe. A Report on 11 EU Cities. Open Society Institute. London 2010.
  • Muslims in the European Union. Discrimination and Islamophobia.
  • European Monitoring Centre on Racism and Xenophobia 2006.