Monika Heleniak: Czego nauczy Cię wymarzona praca? (*)

Monika Heleniak: Czego nauczy Cię wymarzona praca? (*)

Tak, tak. Jest taka.

Mówi się o niej praca z pasją, albo ściślej, praca narodzona z pasji. Kochasz coś robić, np. grać w piłkę. Trenujesz i za kilkanaście lat zostajesz wziętym piłkarzem. A teraz zejdźmy na ziemię i poszukajmy czegoś, co jest w zasięgu ręki.

Od przedszkolaka, a nawet wcześniej uczysz się tańczyć. W perspektywie czasu stajesz się pierwszorzędnym tancerzem. Na tym nie koniec. Jako instruktor uczysz tańca innych. Dzieciaki, potrzebujących kroków walca na już (przyszli małżonkowie), seniorów – bo chcą.

Na pierwszą Gwiazdkę, którą masz w pamięci zamarzyłeś sobie stetoskop. Dziadek Mróz spełnił życzenie. Dzięki czemu cała rodzina, która zjechała do Twojego domu na Święta, otrzymała darmową diagnozę – stanu własnego zdrowia. Od tego się zaczęło. Potem szkoła – studia – medycyna, praktyki. Jesteś lekarzem. Masz już prawdziwy stetoskop i prawdziwych pacjentów.

Jako 3-lataka dziadkowie zastali Cię z prawie unieruchomionymi rączkami w zaprawie murarskiej. Już wtedy podobała Ci się taka zabawa. Obserwowałeś murarzy, pracujących po sąsiedzku. Swoją małą plastikową kielnią zbudowałeś nie jeden mur z … piasku. Szkołę wybrałeś pod kierunkiem zawodu murarza. Nabyłeś umiejętności, praktyk. Dziś masz własną firmę budowlaną.

To oczywiście w wielkim skrócie.

Ale…

Nic nie trwa wiecznie.

To wspaniale, to cudownie, że o swojej pracy możesz opowiadać z niekłamanym zadowoleniem. Świetnie, że każdy dzień, który w niej spędzasz rozpoczyna się promienistym słońcem. Nawet gdy go nie ma na niebie – Ty go widzisz, bo właśnie wstałeś i możesz robić to co kochasz. Ale nic nie trwa wiecznie.

Bardzo często, tak bardzo zapędzamy się w trwającym błogostanie zawodowym, nie dopuszczając myśli o jego zakończeniu, że gdy taka sytuacja nastaje – zaliczamy bardzo bolesny upadek na jedną z części ciała. To jak wybudzenie z głębokiego snu. Więc mimo wspaniałego uczucia „pieniędzy za pasję”, miej w zanadrzu alternatywę… Tak na wszelki wypadek, jak by zabrakło cementu, bądź jak byś zaliczył poważny uraz kostki, co uniemożliwiłoby Ci dalszy taniec.

Chwalą nas. Kto? My Was, a Wy…

Właśnie, któż nie zna tego powiedzenia. Kto nie zapędził się w postrzeganiu siebie jako niezastąpionego eksperta, tylko ze względu na kosz otrzymanych pochwał. Tak lubimy być doceniani. To jedna z głównych ludzkich potrzeb. Sam Maslov mówił o uznaniu. Wyżej jest tylko samorealizacja. Ale, pochwały mają to do siebie, że odpływamy. Budujemy poczucie doskonałości, a w rezultacie nic nie robimy, by być lepszymi. Skrajnym przypadkiem jest negowanie umiejętnościom, których dotyczą pochwały. To również bardzo niezdrowa i szkodliwa postawa.
Ale cóż jest gorszego w skutkach, niż usiąść na laurach. Odpłynąć na błękitnej i miękkiej chmurce, a po kilku miesiącach runąć na twardą podłogę z perspektywą spadku efektów pracy i wypowiedzeniem w dłoni?

Bądź czujny.

To kwestia wynikająca z poprzedniej przestrogi. Gdy czujemy się dobrze. Gdy jesteśmy doceniani i aprobowani przez otoczenie, tracimy czujność. Przecież wszyscy nas podziwiają, nie folgują w ciepłych słowach, zazdroszczą wyników. Wspominają o trudnościach, mimo których udało Ci się tak daleko zajść. W sumie nigdy nie myślałaś, że brak własnych dzieci może być przeszkodą w byciu dobrą przedszkolanką, ale jeśli wszyscy tak twierdzą – to ok., pewnie macie racje.

Niestety niewiele osób potrafi szczerze docenić drugiego człowieka. Tym bardziej współpracownika, z którym rywalizuje np. o awans. Co więcej mimo, że wiemy o komplementowaniu innych jako sposobie na poprawienie własnego samopoczucia – rzadko to robimy. Muszą być to już bardzo bliskie relacje, a i te nie gwarantują szczerości zamiarów. Zresztą sam odpowiedz sobie na pytanie: Kiedy ostatnio bez kłamanej ironii i zazdrości powiedziałeś współpracownikowi coś miłego? A ile razy, czekałeś po wymuszonym komplecie na utratę czujności, podniesionej na duchu osoby?

Nie zjadłeś jeszcze wszystkich rozumów.

I nigdy nie zjesz. Nawet jeśli pniesz do góry po drabinie kariery, nawet jeśli każdy z Twoich projektów zakończył się sukcesem, nie oznacza, że jesteś najmądrzejszy. Poza tym w dzisiejszych korpo-czasach, rzadko kiedy na sukces pracuje się indywidualnie. Dlatego wymądrzanie się przed młodszymi i mniej doświadczonymi A w dłuższej perspektywie czasu nie przyniesie Ci ani chwały ani lepszego samopoczucia. Przypomnij sobie klasowego kujona. Chyba, że sam nim byłeś. Pamiętasz jak cię wszyscy z tego powodu „kochali” w szkole? No właśnie…

Nigdy nie przestawaj się uczyć.

Pod żadnym pozorem, pod żadną wymówką. Czasy, w których edukację kończyliśmy na maturze, ewentualnie na magistrze – już dawno odeszły do lamusa. Dziś nauka to siostra każdego, kto chce osiągnąć sukces. I bynajmniej, nie jest to tylko puste i górnolotne gadanie. To rzeczywistość. Wiedza tak szybko staje się nieaktualna, że chcąc być dobrym w tym co się robi, trzeba się cały czas uczyć w dodatku samemu. Samodzielnie szukając kanałów wiedzy, materiałów. Samodzielnie się mobilizując i dyscyplinując do zrobienia jeszcze jednych warsztatów, nauki jeszcze jednego języka, przeczytania jeszcze jednego eseju. Kropka i nic ująć, a może jeszcze coś dodać…

Pamiętaj o rodzinie.

Powinnam o tym napisać na początku. Jednak mimo tego, że jest akurat tu, nie ustępuje temu o czym powyżej. Zawód z pasją niesie bardzo drastyczną pułapkę, w która bardzo łatwo się złapać. Tak bardzo pokochaliśmy naszą pracę, że moglibyśmy z niej nie wychodzić. Nie widzimy nadgodzin. Nie odczuwamy zmęczenia, nie potrzebujemy urlopu, czy nawet wolnego weekendu. W perspektywie czasu nie potrzebujemy rodziny. Partnera, dzieci, przyjaciół. Mamy telefony, Internet – jesteśmy w kontakcie. Wirtualnym i sztucznym. Za to mamy wymówkę, jak by ktoś zapytał, kiedy ostatnio zabraliśmy dzieci do kina.

Nawet najbardziej wymarzona i najlepiej płatna praca nie zastąpi nam bliskości tych, z którymi będziemy się starzeć. Jedyne co może bezpowrotnie zabrać, to kawał czasu. Nagle obudzimy się, zauważając z wielkim zdziwieniem, że mały 5-letni chłopczyk ma już 40 lat, własną rodzinę, swoje życie. A Ty nie pamiętasz jak dorastał. Nic o nim nie wiesz. Czy możesz cofnąć czas?

Nie bój się zmian.

Niemałym paradoksem jest fakt, że bardzo często nawet najbardziej ukochana i wyśniona praca po pewnym czasie dostarcza ciężkiego garba. Czujesz, że coś jest nie tak. Coś Cię ciśnie od środka. Chcesz coś zmienić. Tylko plątasz się, bo jak to? Mam rzucić zawód, o którym marzyłam od 40 lat? Może to tylko przywidzenie? Może nie jestem zmęczona, może wcale się nie rozwiodłam przez mój pracoholizm. Może samo pojęcie pracoholizmu jest iluzją. Ot ktoś wymyślił i teraz wszyscy powtarzają.

Jeśli czujesz, że potrzebujesz odpocząć i coś zmienić – zrób to. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach, żałować będziesz tylko tego z czym zwlekałeś.

Reasumują każdy zawód i każda praca może być marzeniem jak i piekłem. To czym się stanie, zależy tylko od Ciebie.
Nie przesadź więc z krytyką tego, co zapełnia rubrykę Twojej kariery zawodowej. Nie chwal zbyt tego co sprawia, że w lutym w pochmurny dzień, Ty mówisz, że jest lato …

 


(*) Monika Heleniak - absolwentka wydziału administracji publicznej oraz zarządzania zasobami ludzkimi. Zajmuje się działalnością naukową (koła naukowe: europejskie, socjologii stosowanej i marketingu oraz zarządzania kadrami). Współtworzy i administruje fan page’e tematyczne m.in. strony rymszewicz.eu. Interesuje się zagadnieniami związanymi z HR, marketingiem, Public Relations, a także rozwojem osobistym.