newsweek.pl 2015-03-04

Jesteśmy święcie przekonani, że dobry okres w życiu zawodowym będzie trwał wiecznie. Nie będzie. To pewne. Tym bardziej, że w Polsce panuje wyjątkowo brutalny rynek pracy.

Newsweek: Strach przed utratą pracy jest na pierwszym miejscu wśród najpowszechniejszych lęków Polaków. A pani mówi: każdy kiedyś straci pracę.

Violetta Rymszewicz: Niestety, takie są fakty. Kryzys w karierze, rozumiany nie tylko jako utrata pracy, ale także jako degradacja, mobbing, konflikty w zespole na tyle poważne, że skutkują dobrowolnym odejściem z pracy, przerwa w karierze spowodowana opieką nad dzieckiem lub członkiem rodziny. Tak rozumiany kryzys w karierze dotknie, prędzej czy później, każdego z nas. Dlatego powinniśmy się do niego przygotować.

Newsweek: Jak się nie bać?

Violetta Rymszewicz: Przez ostatnie 25 lat byliśmy karmieni amerykańskim mitem o byciu skazanym na sukces. Wmówiono nam, że sukces zawodowy i finansowy jest celem samym w sobie. Może , dlatego tak trudno nam pogodzić się z faktem, że życie bywa trudne i nieprzyjemne, a wysiłek włożony w pracę może nie zostać doceniony. Jak się nie bać? Przygotować się na porażki i starannie zabezpieczyć sobie przyszłość.

Newsweek: Dlaczego akurat my daliśmy się nabrać na tę propagandę sukcesu?

Violetta Rymszewicz: Podam przykład: w Brukseli można spotkać, świetnie opłacanych specjalistów, na wysokich stanowiskach, którzy do pracy dojeżdżają rowerem, choć mogą skorzystać z samochodu z kierowcą. Na Zachodzie nikogo to nie dziwi. Dwieście lat kapitalizmu uodporniło starą Europę na pozory i bufonadę, tak istotną u nas w kraju. Na zachodzie nikogo nie obchodzi jakiej klasy samochodem jeździsz i jakiej marki jest twój zegarek.

Newsweek: Przedmioty nie określają wartości człowieka…

Violetta Rymszewicz: W Polsce, która wciąż tkwi w prymitywnym kapitalizmie, wciąż miarą człowieka jest cena jego komórki. To determinuje nasze postrzeganie sukcesu i porażki. Jesteśmy też święcie przekonani, że dobry okres w życiu zawodowym będzie trwał wiecznie. Nie będzie. To pewne. Tym bardziej, że w Polsce panuje wyjątkowo brutalny rynek pracy i system zarządczy.

Newsweek: Zarządzający w Polsce są gorsi niż w innych krajach?

Violetta Rymszewicz: Polską wersję kapitalizmu budowali i nadal budują ludzie, którzy często są samoukami. Dziś są na średnim i wyższym szczeblu zarządzania, ale zaczynali od ściągania samochodów z zachodu lub handlu bazarowego. Potrafią robić pieniądze, ale ich największą słabością jest fakt, że pieniądze mają dla nich większą wartość niż np. budowanie stałego zespołu. Pracownika traktują jak środek do zarabiania. Krótko mówiąc – moim zdaniem brutalność polskich menedżerów wynika z ich nieudolności.

Newsweek: Czym się objawia ta brutalność?

Violetta Rymszewicz: Skandalicznie zaniżonymi płacami, brakiem ochrony socjalnej, brakiem systemowego podejścia do szkoleń. Absolutnym brakiem poczucia odpowiedzialności społecznej zwłaszcza w przypadku małego i średniego biznesu. Brakiem kultury nie tylko organizacyjnej, przede wszystkim brakiem szacunku do podwładnego jako człowieka. Przejawia się w czysto korporacyjnych stosunkach pracy: do cna wykorzystamy twój zapał i pasję, pozwolimy ci się wypalić zawodowo i po kilku latach, bez żalu, zastąpimy cię kimś nowym.

Newsweek: Ale mamy już nowe pokolenie menedżerów.

Violetta Rymszewicz: Brutalność i nieudolność zarządzania jest u nas dziedziczna. Złe nawyki przechodzą z pokolenia na pokolenie. Zresztą badania teoretyków zarządzania jasno dowodzą, że pierwszy szef, mentor determinuje nasz styl pracy i zarządzania pracą innych. Z czasem nie tylko nie pozbywamy się złych wzorców, ale nawet je intensyfikujemy. Nie widzę w bliskiej perspektywie możliwości zmiany. Na szacunek do pracownika przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.

Newsweek: Tym bardziej musimy być gotowi na utratę pracy.

Violetta Rymszewicz: Niestety, Polacy najwyraźniej wolą żyć w amerykańskim micie i zupełnie nie chcą przyjąć do wiadomości, że dążenie do sukcesu może być drogą donikąd. Nawet Ameryka zmieniła już myślenie o sukcesie i karierze. Po trudnych latach 80. w USA panowało przekonanie, że warunkiem sukcesu jest bezgraniczny optymizm, myślenie pozytywne i wiara w sukces.

Po kryzysie z 2008 roku, w USA zaczęły dziać się rzeczy, o których Ameryka nie chciała pamiętać (chętnie zapomniano o koszmarnych latach 30. i straszliwej wojnie). Załamanie rynków finansowych, bezrobocie, masowe utraty domów branych na kredyt, utrata ubezpieczeń zdrowotnych otworzyły Amerykanom oczy. Nastąpiła radykalna zmiana. Amerykanie już wiedzą jak to jest, kiedy np. 60-latek traci pracę, oszczędności na emeryturę, dom i świadczenia emerytalne i zdrowotne.

Między innymi, dlatego coraz częściej psychologowie mówią, o tym, że należy przygotowywać pracowników na niepowodzenia, nieuchronność porażek i kryzysów w karierze.

Newsweek: Dlatego niedawno ogłoszono to pesymiści są lepszymi pracownikami?

Violetta Rymszewicz: Najlepsza strategia na życie (nie tylko zawodowe) to bycie ostrożnym realistą przygotowanym na kilka scenariuszy. Hurraoptymizm i butne przekonanie, że podbijemy świat to głupota i naiwność w czystej postaci.

Newsweek: Czy wiara w porażkę nie determinuje porażki?

Violetta Rymszewicz: Nie chodzi o wiarę w porażkę, ale o świadomość jej nieuchronności. Planowanie alternatywnej kariery w oparciu o swoje umiejętności, szukanie w sobie mocnych stron, talentów, które w razie niepowodzenia dadzą nam możliwość zarabiania pieniędzy. Najczęściej są to takie umiejętności, które pozornie nie zaspokajają naszych ambicji zawodowych i dlatego nie patrzymy na nie w kategoriach zarobkowania. A tymczasem te niedoceniane umiejętności, takie jak gotowanie, pieczenie ciast, majsterkowanie lub szycie i projektowanie ubrań może zapłacić za nas rachunki podczas bezrobocia.

Newsweek: Ale nie po to kończymy dobre studia, żeby sprzedawać sukienki w internecie…

Violetta Rymszewicz: To jest właśnie istota problemu! Wszyscy padliśmy ofiarami oszustwa edukacyjnego. Całym pokoleniom wmówiono, że wyższe wykształcenie zapewni nie tylko pracę również spokojny byt. Po kryzysie bankowym z 2008 roku wiemy już, że jest to nie tylko mit, również zwyczajne naciąganie – wyższe wykształcenie niczego nie gwarantuje. Trzeba pogodzić się z tym, że na jakimś etapie to, że pieczemy dobre ciasta może być istotniejsze niż wykształcenie prawnicze. I wbrew pozorom nie projektujemy w ten sposób porażki, ale zabezpieczamy się przed nią.

Facebook comments:

comments